Uniwersjada ważniejsza niż się wydaje? Można zarobić jak za medal MŚ

Paweł Fajdek
 fot. Radosław Jóźwiak  /  źródło: Cyfrasport

Aż 53 zawodników polskiej ekipy na 29. Uniwersjadę Letnią w Tajwanie stanowią lekkoatleci. Wśród nich jest niemal połowa zawodników, którzy przed kilkoma dniami skończyli mistrzostwa świata w Londynie. Jadą nawet gwiazdy, bo im się to opłaca. Najgłośniejszym nazwiskiem z Londynu będzie złoty medalista tej imprezy Paweł Fajdek.

W sobotę w Tajwanie zacznie się 29. Letnia Uniwersjada. Chociaż kibicom dopiero opadają emocje po mistrzostwach świata w Londynie, w gronie 181 zawodników na tę imprezę znalazło się aż 53 lekkoatletów, w tym kilka gwiazd.

 

Po złoto

W składzie biało-czerwonych będą medaliści MŚ. Największe postaci to Paweł Fajdek, Malwina Kopron i cała sztafeta 4x400 metrów pań, czyli Małgorzata Hołub, Iga Baumgart, Aleksandra Gaworska i Justyna Święty. Do Azji lecą też m.in. Konrad Bukowiecki, Joanna Fiodorow i Marcin Krukowski. Nazwisk nie brakuje też na liście tych, którzy na Londyn się nie załapali. To m.in. Artur Kuciapski (wicemistrz Europy na 800 m) i Robert Sobera – aktualny mistrz Europy w skoku o tyczce.

 

Największą gwiazdą jest rzecz jasna Fajdek, który po trzecim z rzędu złocie MŚ wywalczonym w Londynie zdążył wystąpić już w Memoriale Kamili Skolimowskiej, a w niedzielę „obskoczy” jeszcze Diamentową Ligę w Birmingham, gdzie młociarzom zorganizowano pozaprogramowe zawody pokazowe. - Trzy razy z rzędu wygrałem Uniwersjadę, teraz mistrzostwa świata. Za chwile jadę na czwartą Uniwersjadę po zwycięstwo, za dwa lata powalczę o czwarte złoto mistrzostw świata. Trzeba robić historię – tłumaczył polski dominator. Dla niego złoto będzie pestką. Krukowski, dziewiąty oszczepnik MŚ, może mieć trudniej. - Nie wiem, czy jestem jeszcze w stanie rzucić tego lata rekord życiowy, ale na dalekie próby na pewno mnie stać. Do Tajwanu lecę po złoty medal – zapewnił. Gaworska natomiast wcale miała nie lecieć do Tajpej, ale gdy zaczęła osiągać dobre wyniki, i ją włączono do składu. Wystartuje na 400 m przez płotki. - Ja tam jadę po doświadczenia i przygodę. Fajnie będzie zobaczyć na miejscu tylu studentów naraz – mówiła skromna 22-latka.

 

Po nagrodę

Ci, którzy byli na Uniwersjadzie, wracają ze wspomnieniem, że to „wydarzenia jak igrzyska olimpijskie”. Tylko dlaczego mając taki rozmach, impreza nie angażuje kibiców równie mocno co prawdziwa olimpiada? Bo nie startuje tam zbyt wielu najlepszych, tymczasem siła polskich reprezentacji na poszczególne edycje – dowodzi tego przykład kadry lekkoatletycznej – jest na tle rywali potężna. Dlaczego?

 

Polacy jeżdżą na Uniwersjady chętnie, bo to prawdopodobnie najłatwiejsza międzynarodowa droga do stypendiów i nagród finansowych. To oczywiście żadna ujma, a pochwała rozsądku i matematyki. Ustawa o sporcie z 2010 roku mówi bowiem, że po największych imprezach (Uniwersjada wedle dokumentów do takich należy) MSiT przyznaje nagrody pieniężne i wyróżnienia z własnej inicjatywy lub na wniosek polskiego związku sportowego. Podstawę ustalenia wysokości nagrody stanowi suma 2300 zł. Za złoto igrzysk można dostać do 35 razy więcej, a dla przykładu za brąz MŚ – siedmiokrotność tej kwoty, czyli tylko o jedną więcej niż za o wiele łatwiejsze do zdobycia mistrzostwo Uniwersjady. Ponadto w przypadku medalu danego zawodnika miasta, zamożniejsze kluby czy instytucje dostają argument do wypłaty regularnego stypendium. Tu jednak jego wysokość jest już indywidualna dla każdego urzędu.

 

Zwykle warunkiem gratyfikacji jest wystąpienie w konkurencji indywidualnej co najmniej 12 osób z 8 państw. W przypadku gier zespołowych rozporządzenie MSiT mówi o 8 drużynach. Większość biało-czerwonych medalistów tej imprezy takie wymagania spełnia. A skoro dają, to grzechem byłoby się po to nie schylić.

 

Więcej na temat:Uniwersjada
Z tej samej kategorii