Horngacher powołał na Wisłę młokosów. „Zainteresowanie potrafi plątać nogi”

Paweł Wąsek
 fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Osiemnastolatkowie Bartosz Czyż i Paweł Wąsek zadebiutują w Wiśle w zawodach Pucharu Świata. Skoczkowie kadry juniorów to jednocześnie najmłodsi wybrańcy Stefana Horngachera. Obaj urodzili się w 1999 roku i wykazują największy talent w „pokoleniu następców”. Pora na pierwszy poważny sprawdzian.

Zobaczymy zimą, na ile nas stać. Szło nam nieźle na igelicie, ale to mało ważne, bo skoki to sport na śniegu – tonuje nastroje Wąsek, który w lipcu zaliczył na Malince debiut w Letnim Grand Prix. W treningach szło mu świetnie, wydawało się, że awansuje do konkursu, ale w kwalifikacjach się zagotował. – Dotychczas jeździliśmy na zawody, gdzie jedyni kibice to rodzice skoczków. Zainteresowanie w dużych zawodach robi wrażenie i plącze nogi. Miałem z tym problem, ale nie ma wyjścia i trzeba się z tym oswoić. Odkąd jestem w programie Team100, pomaga mi w tym psycholog – zdradza młody wiślanin. Cel na debiut – sprawdzić się sprawdzić na tle najlepszych i dowiedzieć, ile do nich brakuje. Ciche marzenie – awans do drugiej serii. Żeby być przygotowanym perfekcyjnie, za pozostałe pieniądze z ministerialnego stypendium zawodnik dokupuje najlepsze kombinezony i sprzęt do regeneracji. – Jak dają, trzeba to jak najlepiej wykorzystać – mówi.

 

Czyż nie ukrywa, że chociaż na razie nie ma problemów ze snem, w piątek spodziewa się po sobie presji.

 

– Jak to, przecież lubi pospać – śmieje się z kolegi Wąsek w kontekście porannych treningów, na które jako uczniowie SMS w Szczyrku muszą się zbierać jeszcze przed lekcjami.
– To dlatego prosiłem o telefon tak wcześnie – tłumaczy Czyż. – Mamy specjalnie ułożony plan dnia, żebyśmy mogli łączyć trening i naukę. Najpóźniej kończymy lekcje o 18.30, ale na szczęście nie mamy wtedy wieczornych treningów. Trenujemy raz dziennie, więc trzeba się zmobilizować. Najwcześniej skakałem chyba o godz. 7 w Austrii, gdy pierwszy raz przygotowali skocznię i wszyscy chcieli tam być. My też. Kwestia przygotowania organizmu i wyspania. Ale faktycznie nie zawsze się udaje – przyznaje. Mówi też o wspomnianym stresie. – Spróbuję odłożyć go na bok, bo chciałbym wrócić do domu z poczuciem, że miałem fajne zawody. Ale dotychczas szło mi z tym różnie – przyznaje. Zaznacza jednak, że w jego wieku każdy start to nauka. To samo podkreślają trenerzy.

 

Obaj juniorzy rozwijają się w bardzo podobnym tempie. Najpierw na fali małyszomanii trafili na treningi w centrum Wisły, a ostatnio do kadry juniorów i do międzynarodowych zawodów. Zwykle na obozach mieszkają w jednym pokoju, chociaż obaj podkreślają, że w innymi członkami zespołu Macieja Maciusiaka lubią się tak samo mocno.

 

– Znamy się z Pawłem prawie całe życie, ale nie ma niezdrowej rywalizacji. To byłoby bez sensu – zapewnia Czyż.

 

Powołanie obu na Puchar Świata to krok milowy, ale imprezą sezonu pozostają MŚ juniorów. Po feralnym 5. miejscu drużynowo w Salt Lake City tym razem chcą celować w podium. – Jesteśmy mocni, zgrani i zmotywowani. Ale najpierw wejdźmy dobrze w sezon. W Wiśle może być różnie, bo to będą nasze pierwsze skoki na śniegu – przestrzega Wąsek.

 

Więcej na temat:Bartosz Czyż, Paweł Wąsek
Baner
Z tej samej kategorii