Narty na nizinach, czyli olimpijczyka można wychować wszędzie

Maciej Staręga
 fot. Tomasz Markowski  /  źródło: newspix.pl

Na nizinach też można być narciarzem. I to takim, który marzy o wygrywaniu Pucharów Świata.

Chociaż zazwyczaj topowi narciarze pochodzą albo z gór albo z miejsc wiecznego śniegu, Maciej Staręga – olimpijczyk z Soczi i 8. zawodnik mistrzostw świata – pierwsze zimowe szlify zbierał na niespełna dwustu metrach nad poziomem morza. W Siedlcach. Niby mieście jak wiele innych, niby z ludźmi jak wszędzie, ale za sprawą Grzegorza (ojca) w miejscowym UKS „Rawa” są dzisiaj lepsi nawet od zakopiańczyków.


Kiedy powołano w 1994 roku tutejszy klub, Staręga senior nie mógł przypuszczać, że jego syn po 20 latach zostanie 4. w historii miasta olimpijczykiem. Jako że ojciec to biegacz, Maciej nie mógłby robić nic innego. – Gdyby było inaczej, Maciek nie marnowałby na sport całego życia. U Anki (siostra – przyp. red.) trochę inaczej się potoczyło, poszła inną drogą. Ale na przykład w Szklarskiej Porębie na Pucharze Świata kibice mylili ją z Therese Johaug – wspomina Maria Staręga, pełniąca rolę matki, działaczki, trenerki, a dla wielu najmłodszych także dobrej cioci.


Grzegorz potrafił w Siedlcach zrobić i trasę nartorolkową (a raczej zaadoptować na te potrzeby jedną z alejek przy ruchliwej drodze), i załatwić pieniądze na rozwój, i zorganizować były wojskowy teren na potrzeby ośrodka narciarskiego. Pokazuje górkę. – Tutaj Maciej trenował przed Tour de Ski – oznajmia. 200 metrów długości podbiegu, różnica wzniesień może ze 20. A potem rywalizował z tymi, którzy piękne śnieżne autostrady mają do dyspozycji na co dzień, a nie od święta w postaci obozu.


Siedlce stały się na tyle dużym ośrodkiem narciarskim, że za ich przykładem poszli następni. Trener klubu UKS Łazik Łazów Henryk Piwko wyznaje, że od Staręgi uczył się właściwie całego fachu. I motywacji, że nawet w tak nienarciarskim miejscu można zacząć coś ciekawego.


– Na nizinach wygląda to inaczej, zwłaszcza że kiedy 10 lat temu powstał pomysł na biegówki, przyznam szczerze, że miałem o nich blade pojęcie. Ale spróbowałem, zaryzykowałem, chociaż minie jeszcze sporo czasu, zanim stanę się ekspertem. Właściwie na każdych zawodach uczę się czegoś nowego, podpatruję, podpytuję i idziemy do przodu – mówił w portalu skipol.pl początkujący szkoleniowiec. Na co dzień w jego grupie trenuje około 15 zawodników. Najpierw ich celem będą zawody regionalne, później – może nawet awans do kadr narodowych.


Piwko: – Dowiedziałem się o Rawie Siedlce i Grzegorzu Starędze od rodziny, która tutaj mieszka. Przyjechałem, zobaczyłem, że narciarnię można mieć w garażu, że siłownię też można mieć w garażu, a najbliższą trasę np. w ogrodzie. I u mnie jest tak samo, chociaż może nie jeszcze na taką skalę. 10 lat temu postawiłem pierwszy krok. Teraz widzę, że to nie teren jest najważniejszy, ale pasja, dzięki której można przenosić góry.


Maciej Staręga z siedleckich nizin trafił do kadry narodowej, gdzie – w jej męskiej części – jest dla kolegów niemalże mentorem. Po wyjeździe na igrzyska, po awansie do finału zawodów o Puchar Świata (5. miejsce w sprincie w Quebecu w marcu tego roku), teraz marzy o czymś więcej. Po pierwsze o mistrzostwach świata w Lahti i igrzyskach w Korei. Po drugie, by w Siedlcach i całej Polsce za jego przykładem poszli kolejni.

Więcej na temat:Maciej Staręga
Z tej samej kategorii