Wisła miała dwa Puchary Świata. W centrum rywalizowali następcy Stocha i Żyły

W sobotę na kompleksie skoczni narciarskich w Wiśle–centrum odbyły się zawody Silesia Cup. Kilkadziesiąt dzieci dopingował tłum kibiców, a nawet lider kadry Francji Vincent Descombes–Sevoie.

vincent descombes-sevoie
 fot. Michał Chmielewski  /  źródło: własne

W zawodach wzięli udział najbardziej utalentowani juniorzy w Polsce. Imprezę Silesia Cup na skoczniach K9, K19 i K37 w Wiśle–centrum zorganizował były klub Adama Małysza, WSS Wisła.

 

Chociaż w połowie listopada rzadko rozgrywa się już w kraju zawody na igelicie, klub we współpracy z miastem–gospodarzem inauguracji Pucharu Świata postanowił zrobić wyjątek. Zawody znalazły się w oficjalnym programie weekendu i miały być w zamyśle nagrodą za wytrwałość dzieci, a przy tym okazją do promocji WSS w mediach i pośród kibiców.

 

– Na ostatnią chwilę przyjechali jeszcze z Zakopanego i zgłosili się dopiero rano. Jest sporo talentów – cieszył się trener Jan Szturc, wujek Małysza, a obecnie główny szkoleniowiec w klubie.

 

Środowisko zdążyło się już przyzwyczaić, że gwiazdą imprezy był 9–letni Tymoteusz Cienciała. Miejscowy skoczek, który latem trzeci raz z rzędu wygrał w Austrii i Niemczech Turniej Czterech Skoczni Dzieci, błyszczał przed kamerami telewizji i udzielał wywiadów dla radia. Skakał najdalej i najładniej w swojej kategorii wiekowej (21, 21.5 metra na K19), a potem zgodził się jeszcze skoczyć na większym obiekcie w wielkich piankowych rękawicach z logo TVP. Chociaż nie wszyscy są zadowoleni z tego, jak duży szum robi się wokół tak młodego narciarza, to nie można odmówić mu lekkości, z jaką potrafi pokonywać w powietrzu kolejne metry.

 

 

– To jest zabawa, my go do niczego nie przymuszamy – zapewnia ojciec Tymka, Andrzej Cienciała. Na dowód opowiada o zawodach w Czechach, w których talent nie poradził sobie najlepiej, po czym obaj uznali, iż nie warto przejmować się wynikami. – Chciałabym, żeby trochę bardziej skupił się na szkole – przyznaje mama Anita.

 

Niedawno Cienciała został najlepszym skoczkiem w historii rodziny. W klanie Cienciałów dotychczas najdalszy rekord życiowy miał dziadek Jerzy, ale latem w Bańskiej Bystrzycy 9–latek osiągnął 65 metrów.

 

Wśród licznie zgromadzonych kibiców, którzy używali trąbek i byli ubrani w biało–czerwone barwy, znalazł się znany Francuz Vincent Descombes–Sevoie. Zawodnik startuje w Wiśle indywidualnie i wobec braku kolegów do składu na zawody drużynowe postanowił zrobić sobie spacer na Silesian Cup.

 

– Usłyszałem, że coś się dzieje, z okna hotelu. Zazdroszczę, że macie takie fajne imprezy. U nas rządzi biathlon i biegi narciarskie, dlatego o skokach się trochę zapomina. Mamy kilka młodych talentów, ale widzę, że tutaj są zawodnicy z naprawdę dobrze poukładaną techniką – pochwalił Polaków 33–latek. – Ale mój syn będzie was gonił! Skacze już całe cztery metry – dodaje z uśmiechem.

 

Wisła żyje skokami cały weekend. Wieczorem konkurs drużynowy obejrzał nadkomplet kibiców. Ci, którzy nie dostali biletów na trybuny na Malince, wspinali się tradycyjnie do płotu wzdłuż zeskoku. Wygrali Norwegowie, przed Polakami i Austrią ex aequo.

Więcej na temat:Wisła
Baner
Z tej samej kategorii