Wolontariat sportowy – przygoda na całe życie

Biegi narciarskie w Jakuszycach
 fot. Sebastian Borowski  /  źródło: newspix.pl

Znajomi pytają, dlaczego po prostu nie kupię biletu na trybuny. Odpowiadam: zawody mogę obejrzeć w telewizji. A ile więcej zobaczę jako pracownik? – ten głos mógłby być mottem całej idei wolontariatu. Zwłaszcza, że wynagrodzenie za nią jest dużo cenniejsze niż pieniądze.

Setki tysięcy chętnych z całego świata – tylu, a może i jeszcze więcej, gdyby doszukać się ostatecznych raportów, zgłosiło wolę udziału w igrzyskach olimpijskich w koreańskim Pjongczang. W tej liczbie nie ma ani jednego sportowca, trenera i osoby z obsługi reprezentacji, tym bardziej pracowników komitetu organizacyjnego. To liczba wolontariuszy, którzy poprzez pomoc gospodarzom chcieliby stać się członkami olimpijskiej rodziny.

 

Armia niezbędnych

- Jako wolontariusz zobaczyłem sport od innej strony. Jako zawodnik przyjeżdżam na gotowe, a tak uświadomiłem sobie, jak trudno zorganizować tak dużą imprezę, ile wysiłku kosztuje to innych ludzi. Nie zniechęciło mnie to, ale pokazało, że jednak zawody to nie takie „hop siup”. Dobrze, bo te doświadczenia zaprocentują w przyszłości. (…) Poznałem sporo ludzi, nawiązałem kontakty. Nie tylko z samymi wolontariuszami, bo wiadomo, że to działało na zasadzie jednej wielkiej multieuropejskiej, a nawet światowej integracji – mówił na łamach serwisu „Behind the Sport” skoczek narciarski Jakub Kot o swojej przygodzie z 2014 roku, gdy jako wolontariusz wyjechał na igrzyska olimpijskie do Soczi. Sam wybrał zadania, jakie chciałby realizować, pasujący mu termin i miejsca oraz dyscypliny, w których najchętniej by siebie w Rosji widział.

 

Podczas każdej dużej imprezy sportowej tacy jak Kot są po prostu niezbędni, o czym mogą świadczyć liczby. W Londynie w 2012 roku pomagało ich ok. 70 tysięcy, w Rio de Janeiro – 50. Koreańczycy też szykują podobną armię, dlatego proces rekrutacyjny składający się z kilkudziesięciopunktowego formularza i wielomiesięcznych szkoleń oraz rozmów zakończył się na półtora roku przed rozpoczęciem zmagań. Tak, by był czas wybrać najlepszych.

 

- Najtrudniejsza jest koordynacja na miejscu i taki dobór ludzi, by jak najumiejętniej przypasować ich do funkcji, jakie mieliby pełnić. Są dwie grupy: wielojęzyczni, którzy stanowią podstawę systemu komunikacji i „ręce do pracy” wypełniający zadania bieżące. Na szczęście zgłaszający się ludzie wiedzą, dlaczego i po co się zgłosili – mówiła przed dwoma laty szefowa wolontariatu podczas Pucharu Świata w biegach narciarskich w Szklarskiej Porębie Marlena Stach-Lewandowska. Jak wówczas zaznaczyła, bez nich nic by się nie udało. Pomocnicy cieszą się wielkim szacunkiem.

 

Umowa barterowa: my korzystamy, Ty chłoniesz sport

Wbrew pozorom i panującym negatywnym przekonaniom, znaczna część organizatorów wydarzeń sportowych wykorzystujących wolontariuszy funkcjonuje ze swoją „armią” na zasadzie barteru. Z zasady nie płaci się wprawdzie za wykonaną pracę pieniędzmi, jednak formą nagrody jest możliwość bezpłatnego obejrzenia imprezy z najbliższej odległości, niedostępnej dla kibiców. Wolontariusze otrzymują bilety do wykorzystania w czasie wolnym, ale przede wszystkim dostają na własność jednolite ubiory, nie martwią się o wyżywienie i nocleg, a zdarza się, że również transport. Bywają negatywne wyjątki, gdzie pracę pomocników bagatelizuje się i jej nie szanuje. Ale to tylko wyjątki.

 

- Postrzeganie wolontariatu jest różne, ale zwłaszcza dla młodzieży wielkie zawody i pomoc przy nich to przede wszystkim okazja, żeby zobaczyć z bliska gwiazdy sportu, zainspirować się. Bardzo często zgłaszają się ludzie zainteresowani sportem, ale bywa, że i tacy, którzy chcą po prostu przeżyć przygodę. I jedni, i drudzy wyjeżdżają z uśmiechem. Byłam wolontariuszką na Euro 2012, na mistrzostwach świata siatkarzy i zamierzam robić to nadal. Mam na co dzień pracę. To zatem dla mnie czas ładowania akumulatorów i każdorazowego ponownego zakochiwania się w idei sportu – opowiada Ania, jak twierdzi, jedna z aktywniejszych wolontariuszek w Polsce. - Czasami znajomi pytają, dlaczego nie mogę po prostu kupić biletu na trybuny, że przecież jak pracuję, to nie obejrzę zawodów. Czasem to prawda. Ale zawody mogę obejrzeć w telewizji. Wszystko inne to rzecz bezcenna – zaznacza wolontariuszka. Chociaż w sferze jej zainteresowań są przede wszystkim imprezy międzynarodowe, przekonuje, że ducha sportu można poprzez wolontariat poczuć choćby na lokalnym biegu lekkoatletycznym. Wszędzie. - Podczas zimowego Biegu Piastów pracuje około stu wolontariuszy. Są niezbędni nie tylko z uwagi na ogrom wykonywanej pracy, ale też atmosfery, jaką wprowadzają swoim entuzjazmem - celnie podsumowuje współorganizujący wydarzenie Leszek Kosiorowski. I trudno się z nim nie zgodzić.

 

Autor niniejszego tekstu był wolontariuszem w sześciu maratonach wrocławskich i polskim Pucharze Świata w biegach narciarskich w 2012 roku. Wkrótce po tamtej imprezie otrzymał pierwszą pracę dziennikarską. W redakcji portalu o... biegach narciarskich.

Więcej na temat:Jakub Kot, sport, wolontariat
Baner
Z tej samej kategorii