Rośnie następczyni Rogowskiej?

19 maj, 17:04

Tyczkarka Anna Łyko zimą poprawiła rekord Polski do lat 18, skacząc wyżej niż w jej wieku robiły to Anna Rogowska i Monika Pyrek. – Jest sprawna, pracowita i sumienna. Może być z niej wiele radości – przewiduje trener Dariusz Łoś.

Anna Rogowska

Wszystko wskazywało, że Anna Łyko zostanie gimnastyczką. Na tę dyscyplinę namówiła ją siostra, ale cztery lata treningów wystarczyły, żeby uznać ją za marną nadzieję na medale na macie. Była na to za wysoka. Wiedziała o tym osławiona we Wrocławiu trenerka Swietłana Tarkowska, która kilka razy wspominała o swojej zawodniczce odpowiedzialnemu za tyczkarzy miejscowego AZS-AWF Dariuszowi Łosiowi.

Pod okiem dwóch Łosiów

– Stanęło na tym, że zobaczyliśmy się na stadionie, gdzie my skakaliśmy o tyczce, a Swietłana ze swoimi gimnastyczkami miała zajęcia biegowe. Przedstawiliśmy się sobie, ale problem polegał na tym, że była za młoda do mojej grupy. Trudno połączyć seniorów (w tym mistrza Europy z Amsterdamu Roberta Soberę – przyp. red.) i dzieci. Nie pamiętam, ile miała lat, ale na pewno nie więcej niż dziesięć – wspomina początki współpracy Łoś. Furtką dla Łyko była początkująca kariera trenerska jego syna Mateusza. Kończył studia, sam skakał powyżej pięciu metrów i właśnie tworzył grupę naborową.

Zanim Anna, rocznik 2001, trafiła do Łosia seniora, spędziła u jego syna ponad cztery lata. Kiedy zaczynała, nie było mowy o występowaniu w zawodach, ale o ile pozostałe dzieci uczyły się od podstaw m.in. poprawnego wykonywania ćwiczeń ogólnorozwojowych, była gimnastyczka przerastała ich o głowę. Także dosłownie, bo na oko Łosia seniora wyrosła „grubo ponad 170 centymetrów”. W pierwszych zawodach w życiu, do których zgłoszono ją latem 2012 roku, nieopierzona technicznie dziewczynka pokonała zaledwie 160 centymetrów – mniej niż wynosi większość rekordów szkół w skoku wzwyż. Przez dwa lata poprawiła się o zaledwie 40 cm, a później niespodziewanie wystrzeliła w górę. Rok 2015 skończyła już z wynikiem 3,30 m, który dał jej srebro mistrzostw Polski młodzików. Rok później zdobyła je wynikiem 3,40, a w ubiegłym sezonie na własnym stadionie i na oczach rodziców pokonała aż 3,90 m. Leżała na materacu i płakała ze szczęścia, pewnie nie mniej, gdy PZLA wobec aż trzech dziewczynek z podobnym osiągnięciem zarządził szczęśliwą dla niej dogrywkę do reprezentacji na mistrzostwa świata do 18 lat w Kenii. Łyko pojechała i zajęła tam 8. miejsce.

– Zaliczone w Afryce 3,60 m było poniżej moich możliwości. Długo po zawodach zastanawiałam się, co się stało. Przystąpiłam do tego konkursu za mało skupiona. Sam wyjazd natomiast mi się podobał, mogłam poznać zawodników z całego świata. To było ogromne przeżycie – opowiadała w rozmowie z portalem sportowywroclaw.pl.

Jak nikt w historii Polski

Zimą tego roku pokazała już na pewno pełnię możliwości. W czterech z pięciu startów pokonała „magiczną” dla młodych tyczkarek granicę 4 metrów, została mistrzynią Polski do 18 lat i w nagrodę zaproszono ją na prestiżowe zawody do Szczecina. Tam skoczyła aż 4,11 m – po raz trzeci wyżej od rekordu Polski w tej kategorii wiekowej. Tak wysoko w jej wieku nie skakały ani Monika Pyrek, ani Anna Rogowska.

– Pracowitości sportowej nauczyła ją Swietłana na sali gimnastycznej. A życiowej dalekie dojazdy do szkoły i na treningi. Mieszka na drugim końcu miasta, a uczy się w bardzo dobrej szkole matematycznej. Zwykle w autobusach i tramwajach. Jest poukładana jak na swój wiek i nie ma kłopotów ze zdrowiem. Jeżeli się to nie zmieni, ma potencjał, by zapełnić lukę po Rogowskiej i Pyrek – uważa Łoś i opowiada, że wiosną w treningach regularnie potrafiła wieszać sobie gumę na wysokości 4 metrów i przeskakiwać ją czysto kilka razy z rzędu. A stabilizacja to w tej konkurencji klucz.

Trzy kandydatki na następców Rogowskiej i Pyrek

Następczyń dawnych mistrzyń szukamy w Polsce od dawna. Cały czas upatruje się ich w Kamili Przybyle (rocznik 1996; życiówka 4,40 m) i Justynie Śmietance (1994; 4,45 m), ale o Łyko mówi się obecnie co najmniej tyle, co o dwóch poprzednich. Polski Związek Lekkiej Atletyki zgłosił ją do szerokiej kadry na Młodzieżowe Igrzyska Olimpijskie w Buenos Aires. Gdyby jeszcze trochę poprawiła rekord życiowy i powtórzyła go w Argentynie, nie byłaby bez szans na medal. Dobrze też, że w jej roczniku nie jest sama. Łoś zabrał Łyko z grupy syna, by na co dzień obcowała z lepszymi od siebie. Na krajowym podwórku jej rywalkami są te same dziewczynki, z którymi biła się o wyjazd do Nairobi. Victoria Kalitta z Bydgoszczy skacze już 4,06 m, a Karolina Wejman – 4,00.

– Jakby mi ktoś powiedział dwa lata temu, że pojadę na mistrzostwa świata, tobym nie uwierzyła. Chciałabym jako seniorka bardzo wysoko skakać i jeździć na międzynarodowe zawody. Mam jeszcze dużo „zapasów”, szczególnie w technice. Jeżeli je poprawię, wkrótce powinnam skakać dużo wyżej – zapewnia Łyko.