Siódmiak: Sport jest azylem

– Młodzież, która jest w ośrodkach zamkniętych, zboczyła z dobrej drogi, a my jesteśmy odpowiednimi ludźmi, by spróbować na nich wpłynąć. Paweł „Naval” Mateńczuk jako operator jednostki GROM jest wielkim autorytetem, a przy tym świetnym człowiekiem i motywatorem – mówi Artur Siódmiak

ARTUR SIODMIAK
 fot. Norbert Barczyk  /  źródło: Pressfocus

Głosuj na Michała Kwiatkowskiego w 83. Plebiscycie na Najlepszego Sportowca Polski 2017 Roku

 

Michał Chmielewski: Co to pana zdaniem znaczy „trudna młodzież”? Zapewne patologie i odchylenia, ale w żadnym razie środowisko, na którym należy postawić krzyżyk.
Artur Siódmiak: Absolutnie nie. Każdy człowiek może się zmienić, jeśli się go odpowiednio pokieruje i do niego trafi. My chcemy najpierw do nich trafić. Pokazać pozytywy płynące ze sportu, z życia, przekonać ich, że są inne drogi niż ucieczka i zatracanie się. Naturalnie, że trudno wpływa się na wielokrotnych dorosłych recydywistów, ale w przypadku nastolatków jest tak, że oni mają jeszcze otwarte głowy, bo dojrzewają. Są w momencie, gdy mogą jeszcze spróbować zmienić decyzję, w którą stronę pójść.

 

W ramach projektu poprowadzicie z Łukaszem Kadziewiczem jeden panel. Mieliście podobne doświadczenia jako sportowcy?
Artur Siódmiak: Myślę, że nasze kariery i decyzje mają niewiele podobnych momentów, oprócz jednego – obaj zaczynaliśmy jako marzyciele w małych miejscowościach, gdzie trzeba było mocno zagryźć zęby, żeby się wybić. Nie mieliśmy równego startu z innymi w kraju, dobrych pieniędzy, ale nie było to dla nas ograniczenie. Choćby z tego powodu jesteśmy dobrym duetem do opowiadania o trudnych początkach tym, którzy sami nie mają łatwo.

 

Dlaczego zdecydował się pan wziąć w tym udział?
Artur Siódmiak: Bo wiem, że sport wychowuje. Młodzież, która jest w ośrodkach zamkniętych, zboczyła z dobrej drogi, a my jesteśmy odpowiednimi ludźmi, by spróbować na nich wpłynąć. Paweł „Naval” Mateńczuk jako operator jednostki GROM jest wielkim autorytetem, a przy tym świetnym człowiekiem i motywatorem. I działa chyba na wyobraźnię jeszcze mocniej niż sportowcy, bo my po przegranym meczu po prostu wstajemy nazajutrz i znów świeci słońce. Tymczasem oni po porażce w akcji mogą się już nie obudzić. Jest też z nami m.in. prawnik – bardzo potrzebny, bo nasi adresaci niejednokrotnie weszli już w konflikt z prawem. Naszą rolą będzie przekazanie im wiedzy, w jaki sposób wypłynąć na powierzchnię, a także uświadomienie, że to wcale nie jest koniec, bo zawsze można wrócić i zacząć żyć od nowa. To wszystko ma być połączeniem teorii z praktyką.

 

Był pan kiedyś w takim ośrodku?
Artur Siódmiak: Tylko raz, wizytowaliśmy zakład karny. Pamiętam, że jednym z gości był także Tomasz Majewski. To mocne przeżycie, ale bardzo pozytywne. Po półtoragodzinnej rozmowie spotkałem się z aprobatą, nawet ze strony najcięższych kryminalistów. Wspomnienie zostało mi w głowie na tyle, że pomyślałem, iż warto pójść tą ścieżką.

  

 

Po takiej karierze mógłby pan robić przecież cokolwiek. Kupić dziesięć mieszkań na wynajem i opalać się na Mauritiusie. Po co to panu?
Artur Siódmiak: Jestem sportowcem i chyba nadal potrzebuję adrenaliny, napięcia i nerwowości. Nie mógłbym usiąść i nie mieć wyzwań, bo jestem człowiekiem, który musi ciągle być w ruchu. W ten sposób czuję, że się rozwijam. Jeżeli chodzi o szkolenie i propagowanie piłki ręcznej, czułem, że robi się w Polsce za mało, więc po zakończeniu kariery powstały campy i szkolenia dla dzieci. Równocześnie zacząłem odwiedzać szkoły. To narastało do chwili, w której poczułem, że mam więcej zajęć niż gdy byłem sportowcem. Ale nie żałuję tego. Poczucie, że któreś dziecko z kiepskimi perspektywami zacznie regularny trening albo uwierzy dzięki sportowi w siebie, jest ogromną nagrodą.

 

Przyzna pan, że w piłce ręcznej są mile widziane takie skurczybyki?
Artur Siódmiak: Zdaje się, że sam zostawiłem po swojej grze wizerunek twardego dyrygenta obrony. Nieraz zdarzyło mi się zatrzymywać rywala nieczysto, brutalnie go faulować, jednak zawsze po ostatnim gwizdku przychodziliśmy podać sobie ręce. Złe cechy, które chowają w sobie młode charaktery – nawet takie jak skłonności do bójek czy narkotyków – można przekuć w pozytyw. Inne dyscypliny też mogą stawać się azylami, bo... zabierają czas. Mając wypełniony dzień treningami, emocjami i zdrową rywalizacją, jesteś zbyt zmęczony, by jeszcze tego samego dnia iść i kraść. Stąd właśnie pomysł na wprowadzenie do projektu aspektu sportowego. Jasne, że nie będziemy im proponować treningu rozwiązań taktycznych, ale crossfit i elementy sztuk walki powinny się wszystkim spodobać.

 

Więcej na temat:Artur Siódmiak
Z tej samej kategorii