Psycholog: Drużyna może zdziałać wszystko. Ale tylko jako jedność i wspólnota

Yachting - America's Cup
 fot. DON EMMERT  /  źródło: AFP

- Bliskie i trwałe relacje w zespole są kluczem do osiągnięcia mistrzostwa sportowego. Stworzenie spójnej tożsamości i wspólne marzenie wszystkich członków zespołu daje niebywałą siłę - pisze ekspert "Polski na Medal", psycholog sportu Daria Abramowicz.

Za nami 35. edycja Pucharu Ameryki, najstarszych i najbardziej prestiżowych regat żeglarskich na świecie. To impreza, której za każdym razem towarzyszy wiele kontrowersji. Od kilkunastu lat rozmawia się w kontekście Pucharu Ameryki głównie na temat technologii, ogromnych budżetów syndykatów (zespołów) i coraz mniejszej roli czynnika ludzkiego - załogi i umiejętności czysto żeglarskich i sportowych. O żeglarstwie mogłabym mówić i pisać godzinami i żałuję, że to ciągle mało popularna i dość trudna w odbiorze dyscyplina sportu. Nie mogę jednak powstrzymać się od komentarza dotyczącego tegorocznej edycji America’s Cup z innego powodu. „Czysto” psychologicznego, bo żeglarstwo jest tym razem narzędziem do tego, aby opowiedzieć o roli zespołu w dążeniu do mistrzostwa sportowego.

 

Doświadczenie i energia - mieszanka doskonała

Uznawane za bardzo trudne regaty, w których udział biorą doświadczeni żeglarze wygrał w tym roku Emirates Team New Zealand, pod wodzą zaledwie 25-letniego Petera Burlinga. To mistrz olimpijski i mistrz świata w klasie 49er, który został najmłodszym w historii skipperem, który zdobył Puchar Ameryki. Przyzwyczajeni do dyskusji na temat technologii eksperci zastanawiali się nad tym, jak to się stało. Skazywali Burlinga na porażkę przywołując brak doświadczenia w wielkim żeglarstwie i młody wiek, który miał być przeszkodą w osiągnięciu sukcesu. Co w tym roku zdecydowało, że Emirates Team New Zealand pokonał faworyzowany syndykat Team Oracle USA?

 

Po pierwsze, twórcy zespołu połączyli to, co najlepsze - dynamikę, młodość i podejście do treningu żeglarzy olimpijskich z doświadczeniem, rutyną i wiedzą żeglarzy jachtowych, którzy przeżyli już finały wielkich regat. Tworząc zespół wzięto pod uwagę kompetencje każdego z członków tak, aby zawodnicy uzupełniali się i wypełniali swoje zadania w obszarach kompetencji.

 

Przygotowania do Pucharu Ameryki trwają od 4 nawet do 6-8 lat. To więcej, niż jeden cykl olimpijski, co pokazuje skalę koniecznej do wykonania pracy. Co dzieje się w tym czasie? Oczywiście intensywnie pracują konstruktorzy i inżynierowie, którzy starają się wykorzystać najnowsze zdobycze techniki po to, aby wygenerować większą prędkość i zwrotność jachtu (to jednak temat na zupełnie inny felieton). W tym samym momencie trwa intensywna praca osób odpowiedzialnych za budowanie zespołu. Syndykaty startujące w Pucharze Ameryki skupiają w załogach wielkie indywidualności, które muszą stworzyć spójny team, który poradzi sobie w każdej sytuacji. Emirates Team New Zealand to drużyna specyficzna, która siłę zespołu stawia na pierwszym miejscu. W poprzednich edycjach to nie wystarczyło do końcowego sukcesu - wygrywały nowinki technologiczne. Tym razem sprzęt obu finalistów funkcjonował na zbliżonym poziomie. Zwyciężyły umiejętności żeglarskie i siła zespołu.

 

Tożsamość mistrzów

W załodze zwycięskiego zespołu znaleźli się tylko Nowozelandczycy. Dla obywateli tego kraju Puchar Ameryki to niemal religia. Przygotowania współfinansowane są z budżetu państwa, regaty to praktycznie święto narodowe. Team New Zealand jest spójny pod kątem tożsamości, a pomiędzy zawodnikami wytworzyła się doskonała atmosfera. To z kolei sprzyjało dążeniu do wspólnego celu, pod jedną banderą i z tymi samymi emocjami. Kluczowe okazały się być: zgranie, uzupełnianie się, wykonywanie konkretnych zadań (przypisanych do funkcji w zespole). Więź pomiędzy członkami załogi widoczna była od pierwszego wyścigu do ostatniego momentu świętowania sukcesu. Wspólna i spójna tożsamość daje niebywałą siłę i tworzy fundament, na którym można budować pozostałe komponenty, które przyczyniają się do osiągnięcia mistrzostwa. Najpierw tworzymy bowiem mistrzowskie nastawienie, potem klimat motywacyjny. Następnie ustalamy cele.

 

Na koniec ciekawostka, która niejako potwierdza moje obserwacje. W załodze Emirates Team New Zealand znaleźli się…kolarze. W uproszczeniu - wykorzystano stacjonarne rowery do obsługi systemu pozwalającego jachtowi na „latanie” ponad wodą (to także wątek na inny felieton). Kolarzy było czterech, w tym trzech żeglarzy, którzy odbyli ciężki trening przygotowujący ich do nowej roli. Czwartym „cyclorem” był zawodowy kolarz torowy, Simon van Velthooven. Dlaczego właśnie on? Czy posiada umiejętności lepsze od innych? Czy posiada cechy motoryczne, które sprawiają, że wnosi do zespołu żeglarzy więcej? Nie. Szukano takiego zawodnika, który najlepiej wkomponuje się w zespół i w atmosferę oraz kogoś, kto poczuje marzenie ekipy Team New Zealand. To właśnie nastawienie i spójność zespołu leżą bowiem u podstaw sukcesu i mistrzostwa sportowego, niezależnie od innowacji technologicznych. Efekt? Puchar Ameryki wrócił do Nowej Zelandii po wielu latach ciężkich bojów i porażek, choć. Po spektakularnym zwycięstwie, choć nikt, nikt się tego nie spodziewał.

SK
Z tej samej kategorii