Kochaniak: Srebrny medal Anity Włodarczyk. Z afery mogła wyjść inaczej

Anita Włodarczyk
 fot. Tomasz Markowski  /  źródło: newspix.pl

Tym razem Anita Włodarczyk nie stanęła na najwyższym podium, a szkoda. Mogła uniknąć kryzysu, w jaki nieświadomie wdepnęła z całym impetem, w złym momencie wydając oświadczenie w sprawie wydalenia polskich lekkoatletów z hotelu w Chula Vista, a potem niepotrzebnie odnosząc się do wywiadów, które inny sportowcy udzielili, atakując mistrzynię. - Mowa jest srebrem, a milczenie złotem - analizuje ekspert "Polski na medal", specjalista ds. PR i wizerunku Katarzyna Kochaniak.

A zaczęło się od incydentu. Zupełnie niepotrzebnie Anita Włodarczyk wydała oświadczenie, w którym odcięła się wyraźnie od całej sytuacji. Na boku zostawmy formę oświadczenia (kartka papieru i odręczne pismo). Tym samym przekierowała na siebie wszystkie światła reflektorów, a w dodatku wbiła kij w mrowisko, bo inni sportowcy odebrali to jako wyraźny sygnał alienacji i odcięcia się od całej kadry. To, co do tej pory krążyło środowiskowo, a więc niechęć innych sportowców lekkiej do mistrzyni olimpijskiej, ujrzało światło dzienne i to na jej życzenie.  
 
Sztafeta wypowiedzi

Joanna Fiodorow, ojciec Kamili Skolimowskiej, Szymon Ziółkowski udzielili wywiadów i wypowiedzi, w których atakowali Anitę Włodarczyk. Dostało się też PZLA, który chcąc nie chcąc musiał się zająć tematem w dodatku zajmując stanowisko w sprawie, która była jednym z głównych zarzutów przeciwko Anicie Włodarczyk i jej trenerowi, a więc możliwości prowadzenia przez niego zawodników katarskich i wspólnego wyjazdu Anity i Krzysztofa Kaliszewskiego do Kataru właśnie.
 
W tym momencie nikt już nie pamiętał, że zaczęło się od dwóch butelek piwa w lodówce, która nie należała ani do Anity Włodarczyk, ani Krzysztofa Kaliszewskiego, ani Joanny Fiodorow. Kryzys żył już własnym życiem i dotyczył zupełnie innych aktorów dramatu.
 
Najwięcej straciła Anita

Na całej sprawie straciła przede wszystkim Anita Włodarczyk i pośrednio Polski Związek Lekkiej Atletyki. Fala hejtu, jaka wylała się na naszą mistrzynię, jest o tyle zaskakująca, że do niedawna była wzorem sportowca i człowieka. Jednak to, czego my Polacy nie jesteśmy w stanie zaakceptować to jednoznaczne wyłamanie się z zasad obowiązujących w grupie. Stąd najprawdopodobniej publiczny lincz nad naszą młociarką, bo łatwiej nam uwierzyć w siłę grupy niż indywidualne argumenty.
 
Na razie sprawa przycichła, ale może wrócić i jeśli nasza mistrzyni znów zacznie ją komentować, może stracić coś, co jest najważniejsze - zaufanie kibiców, a to odbudować jest niezwykle trudno. Wbrew temu, co mówił jeden z głównych bohaterów filmu „Testosteron”, sportowcy trenują przede wszystkim dla kibiców i to powinno determinować ich zachowanie, również poza sportowymi arenami.
 
Prawdziwego mistrza definiuje się bowiem nie po tym, jaki jest na co dzień. Splendor sportowy minie, kiedy opadnie kurz ostatniego oddanego rzutu, jednak wizerunek człowieka i opinia o nim pozostaną na zawsze. Myślę, że warto o tym pamiętać, niezależnie kim się jest i co robi w życiu.
 

Baner

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~rex22Użytkownik anonimowy
~rex22 :
No photo~rex22Użytkownik anonimowy
Kibiców cieszą najbardziej wyniki sportowca, a wybitnych o trudnym charakterze historia sportu zna wielu. Cenię A. Włodarczyk za jej maksymalistyczną postawę wobec treningów, dzięki czemu staje sie legendą dyscypliny. I to zostanie na zawsze, a nie ten konflikt i "wizerunek". Swoją drogą jakoś nie nabralem sympatii do niektórych krytyków naszej młociarki, po przeczytaniu np. ich wpisów na oficjalnych fanpage'ach w sieci. Niektóre świadczyły po prostu o braku klasy, którą miały tak opiewać.
28 kwi 16:42 | ocena:63%
Liczba głosów:8
63%
38%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii