Polska koszykówka wyrzucona do kosza

Właśnie skończył się dla polskiej reprezentacji EuroBasket 2017. Biało-czerwoni wygrali tylko jedno spotkanie z Islandią, zaprzepaścili szansę na pewne zwycięstwo z Finlandią i walczyli jak równy z równym z Francją, żeby na koniec w meczu o wszystko przegrać z Grecją. Niestety to za mało, by móc myśleć nie tylko o upragnionym ćwierćfinale ME, ale nawet o grze w 1/8.

Co to oznacza dla polskiej koszykówki? To, że znowu na lata może zostać wyrzucona do… kosza. Do tego dochodzi słaba liga, której prezes na niecały miesiąc przed rozpoczęciem podał się do dymisji, brak mocnych partnerów, słaba oglądalność – jednym słowem wizerunkowa klapa.

A właśnie teraz koszykarze mogliby zająć miejsce zdetronizowanej właśnie „polskiej dyscypliny” czyli siatkówki. I wcale nie byłby potrzebny medal EuroBasketu, wystarczyłby ćwierćfinał, walka, okraszona ciekawymi materiałami promocyjnymi, aktywny udział, wcale przecież nie przeciętnych polskich zawodników.

I chociaż wszyscy to wiemy, polskiego kibica nie obchodzi, że koszykówka to druga gra na świecie, że grają w nią wszyscy, a NBA to niedościgniona liga, do której wszyscy się porównują, ale nikt nie dorówna…

Marazm w polskiej koszykówce zaczął się już dawno. Ostatni sukces odnieśliśmy w męskim koszu 20 lat temu! (mitologiczne już 7. miejsce na ME), w kobiecym 18 lat temu, kiedy nasze panie wywalczyły w Katowicach tytuł mistrzyń Starego Kontynentu. Ot, i cała historia.

A jak wygląda teraźniejszość? Powodów do widzenia jej w jasnych barwach próżno szukać. Ale tak głębiej się nad tym zastanawiając trudno jest podać jednoznaczną diagnozę. Bo i drużynę mamy perspektywiczną, panowie grają w dobrych europejskich klubach, widać, że trener Taylor stworzył kolektyw, czuć to przysłowiowe „coś”. Tylko wyników brak, a bez nich dyscyplina umiera.

Brak sukcesów sportowych niestety koreluje z brakiem ogólnego pomysłu na promocję i rozwój dyscypliny, choć akurat koszykówka ma na świecie i w Europie świetne przykłady. Tam, gdzie inni wykorzystują niezwykły potencjał i możliwości, jakie daje ta dyscyplina, w kraju nad Wisłą od lat zadowalamy się obietnicami od EuroBasketu do EuroBasketu.

Znawcy dyscypliny twierdzą, że wina leży po stronie słabego poziomu ligi, zbyt wielu obcokrajowców, żeby nie być obcesową, nazwę ich o „przeciętnych umiejętnościach”. Ja wysnuwam tezę, że najważniejsze jest szkolenie, i to nie to na poziomie rozgrywek seniorskich, ale od lat najmłodszych. Dlatego sprawdza się to w krajach postsowieckich, bałkańskich… My po prostu mamy bardzo słabe szkolenie na poziomach młodzika, kadeta, a w konsekwencji juniora.

Zapewne zaraz podniesie się larum środowiska trenerskiego, ale panowie i panie – jedynie sukcesy mogą was obronić, pokażcie je, bo wszak to definicją waszego zawodu jest: „jesteś tak dobry jak twój ostatni mecz”, „tak dobry, ilu wychowanków doprowadziłeś do gry w reprezentacji, w Eurolidze, w NBA…”

Nie bez winy jest tu także PZKosz, który sam powinien dbać o podnoszenie kwalifikacji trenerów, a jeśli ich w Polsce nie staje to zatrudnić do reprezentacji młodzieżowych tych z Serbii, Chorwacji czy Słowenii. I wykazać się mądrością i dbałością o przyszłość dalszą a nie do najbliższych wyborów, zmniejszając ligę zawodową do 12 zespołów z 3 Polakami na parkiecie…

Nierealne? Albo ktoś wreszcie podejmie twarde męskie decyzje, albo polska koszykówka na stałe zadomowi się na dnie kosza…

Więcej na temat:polska koszykówka
Baner
Z tej samej kategorii