Motywacja w sporcie amatorskim. Jak nie odpuścić, nie biegnąc po mistrzostwo świata

WINGS FOR LIFE WORLD RUN
 fot. Katarzyna Plewczyńska  /  źródło: Cyfrasport

Ekspert „Polski na medal” psycholog sportu Daria Abramowicz pisze, jak nie stracić motywacji w sporcie amatorskim. – Nie bez przyczyny mówi się o zawodnikach, że „pobiegli głową” – twierdzi.

W Polsce na Medal piszemy nie tylko o sporcie wyczynowym, który ma prowadzić do osiągnięcia sportowego mistrzostwa i wiąże się z podporządkowaniem niemal całego życia procesowi szkoleniowemu. W założeniu, chcemy w tym miejscu przybliżać sport powszechny i aktywność fizyczną w szerokim kontekście. Skoro tak, postanowiłam napisać tym razem coś dla wszystkich tych, którzy lubią aktywność fizyczną, podejmują ją regularnie, a którzy czasami mogą borykać się z pewną trudnością, która stosunkowo rzadko przydarza się sportowcom „zawodowym”.

 

Pobiec głową – to możliwe
Dotyczy ona przede wszystkim tych osób, które biegają, uprawiają triathlon, pływają lub jeżdżą na rowerach. Wiąże się raczej z dyscyplinami wytrzymałościowymi – takimi, które wymagają wysiłku w długim czasie. Mam na myśli przekraczanie granic komfortu, czasami bólu i myśli o rezygnacji z treningu. A uwierzcie, w amatorskim sporcie takie myśli i emocje im towarzyszące pojawiają się dość często. Okazuje się bowiem, że trening często bywa nieprzyjemny, wiąże się właśnie z bólem czy dyskomfortem. I choć sama czynność (biegania czy pływania) sprawia przyjemność, dyskomfort czasami te pozytywne emocje zabiera lub odsuwa na dalszy plan.

 

Kiedy biegniesz półmaraton lub startujesz w wyścigu kolarskim i nagle masz poczucie, że chcesz przerwać, to psychika może cię przed tym powstrzymać i dać ci siłę do dalszego pokonywania dystansu i przekraczania granicy komfortu. Gdy z każdym kilometrem głos w twojej głowie coraz głośniej mówi „odpuść, nie męcz się”, to umysł może go wyciszyć. Nie bez powodu mówi się czasami o zawodnikach, że „pobiegł głową” lub „dokończył ten wyścig głową, choć ciało nie dawało już rady”. W psychice kryją się olbrzymie pokłady siły, która pomaga pokonywać te granice, także w sporcie amatorskim. Jak więc to robić? Jak skorzystać z tych zasobów i na co zwracać uwagę?

 

Z pewnością warto sprawdzić, czy wspomniane pragnienie przerwania treningu lub rywalizacji nie ma podłoża fizjologicznego. W dyscyplinach wytrzymałościowych z reguły pojawia się w około 3/4 dystansu, gdy ciało i głowa wydają się mówić: „za dużo!”. Warto sprawdzić, czy dostarczamy organizmowi odpowiedniej energii potrzebnej do tego, aby kontynuować wysiłek mimo takiego sygnału. Chodzi tu między innymi o to, aby przeanalizować to, co, kiedy i jak jemy, czy dostarczamy organizmowi wystarczającej ilości płynów i czy pokarm ma odpowiednią wartość odżywczą. Co ciekawe, jeśli poziom energetyczny nie zostanie odpowiednio zaspokojony, możemy czuć się smutni, przygnębieni, rozkojarzeni – a więc objawy zmęczenia i brak energii dotyczą nie tylko ciała, ale i umysłu. Warto więc sprawdzać „poziom paliwa w baku”.

 

Zadbaj o detale
Jeśli trudność ewidentnie leży po stronie przygotowania mentalnego, warto przede wszystkim zadać sobie pytanie, czy ta forma aktywności jest na pewno tym, co sprawia ci przyjemność. Dyscypliny wytrzymałościowe rządzą się swoimi prawami i skrajne zmęczenie przy długotrwałym wysiłku są ich nieodłącznym elementem. Fundamentalne jest więc pogodzenie się z tym, że to…normalne. Dyscyplina, którą wybierasz wiąże się z dyskomfortem i z tym, że treningi bywają żmudne, a nawet bolesne. Warto spróbować jednak pomyśleć o bólu i dużym zmęczeniu jako o stałym elemencie aktywności. Przekraczanie własnych granic może być niebywale satysfakcjonujące. Warto spróbować.

 

Jeśli już wiesz, że na poziomie fizjologicznym wszystko jest w porządku i akceptujesz dobrodziejstwa dyscypliny wytrzymałościowej, spróbuj przygotować się na wszystko, co może spotkać cię podczas treningu czy zawodów. Warto zadbać o to, w co się ubierzesz i w jaki sposób zapewnisz sobie komfort. Kolejną ważną kwestią jest posiadanie celu. To nieistotne, czy uprawiasz sport wyczynowo – zawodowo, czy amatorsko. Posiadanie jakiegoś celu, punktu, do którego zmierzasz pozwoli ci łatwiej radzić sobie z dyskomfortem i wyzwaniami, które wiążą się z treningiem. Dotyczy to szczególnie dyscyplin wytrzymałościowych, takich jak bieganie, kolarstwo czy pływanie, gdzie wysiłek jest długotrwały, a trening bywa monotonny. Posiadanie celu w pewnym sensie utrudnia też „przebicie się” do naszej głowy myślom rezygnacyjnym. Kiedy wiesz dokąd zmierzasz i czego chcesz, trudniej jest odpuścić, szczególnie jeśli ten cel jest twój i to na siebie liczysz. Bardzo ważne jest to, aby posiadać cele, które nie opierają się wyłącznie o czas – na przykład „Przebiec 10 kilometrów w czasie poniżej 1 godziny”. Dlaczego? Ponieważ, gdy przydarzy ci się gorszy dzień (lub tydzień) i gdy nie będziesz w stanie tak skutecznie tego celu gonić, szybciej mogą pojawić się w tobie myśli, że to może jednak nie ma sensu i lepiej zrezygnować. Cel i jakaś nagroda, która stoi na końcu twojej drogi – niekoniecznie oparte właśnie o czas – pomagają i ułatwiają przekraczanie granic własnego komfortu.

 

Znaj swoje limity
Na koniec nie sposób nie wspomnieć jednak o fundamentalnej zasadzie każdego treningu, także w sporcie amatorskim. To ważne, aby wiedzieć, kiedy wystarczy, kiedy powiedzieć „stop”. Dotyczy to zarówno aspektu fizycznego, czyli na przykład poziomu zmęczenia czy ryzyka odniesienia kontuzji, jak i psychicznego dobrostanu. W sporcie wyczynowym zawodnicy często przekraczają te granice drodze do osiągnięcia mistrzowskiego poziomu w sporcie. Gdy jednak uprawiasz sport amatorsko i podejmujesz różne formy rekreacji, te granice stają się bardziej wyraźne. Cenniejsza jest bowiem radość z podejmowanej aktywności niż trudne emocje związane z kontuzją czy przeciążeniem. Dlaczego? Ponieważ to możliwe. Da się ciężko trenować i jednocześnie czerpać z tej pracy radość i satysfakcję.

 

 

Więcej na temat:Daria Abramowicz
Baner
Z tej samej kategorii