Psycholog sportu: Jak to jest, że wygrywasz w meczu i nagle się zacinasz?

Jak radzić sobie z utrzymaniem kontroli podczas meczu w sytuacji, gdy zespół znajduje się - wydawać by się mogło - w komfortowej sytuacji? Okazuje się, że czasami rozluźnienie pojawiające się nawet u jednego zawodnika może wręcz „rozlać się” na resztę zespołu. Dlaczego u prowadzącego zespołu może pojawiać się rozluźnienie i uśpienie, pisze na przykładzie Ligi Mistrzów psycholog sportu Daria Abramowicz.

Łukasz Piszczek
 fot. Marek Biczyk  /  źródło: newspix.pl

Długo zastanawiałam się nad tematem do felietonu w tym tygodniu. Kiedy już zabierałam się do przeszukiwania specjalistycznej literatury w poszukiwaniu inspiracji, postanowiłam zrobić sobie przerwę na obejrzenie spotkań ostatniej kolejki fazy grupowej Ligi Mistrzów. Padło na mecz Real Madryt - Borussia Dortmund. Spotkanie efektowne, ciekawe, także z punktu widzenia psychologii w sporcie. Temat pojawił się więc sam i jest to coś, co dotyczy drużyn na różnym poziomie sportowym i w różnych momentach kariery.

 

Zastanawialiście się kiedyś, jak to jest, że zespół osiąga pewne prowadzenie w początkowej fazie meczu, kontroluje grę i nagle…coś się zacina? Czy to drużyna prowadząca spotkanie obniża poziom czy raczej jest to kwestia powrotu zespołu przeciwnego do gry? Często przecież mówi się w sporcie o historiach wielkich powrotów do meczu i odrabianiu strat, które - wydawać by się mogło - są nie do odrobienia. To piękne dla oka i ucha wydarzenia, które na długo zapadają w pamięć kibiców na całym świecie. Jednocześnie, takich sytuacji jest wiele. Mają miejsce niemal codziennie, na różnych poziomach rozgrywek. Psychologowie sportu podkreślają, że częściej jest to kwestia obniżenia poziomu wykonania w zespole, który prowadzi niż wyraźnego zwiększenia jakości drużyny przeciwnej - tej, która odrabia straty.

 

W psychologii sportu mówi się o tym zjawisku „collective collapse”. Mechanizm ten odnosi się do wspomnianego obniżenia poziomu jakości gry i wykonania podczas rywalizacji. Dotyczy całego zespołu i, co ważne, różnych płaszczyzn i obszarów sportowej rywalizacji. Specjaliści twierdzą więc, że w przypadku powrotu do meczu na przykład ze stanu 0:2 czy 0:3 decydujące jest to, co robi zespół prowadzący. Podaje się tu po pierwsze komponent poznawczy, czyli kwestię koncentracji. To zresztą sztandarowy komunikat medialny po takich meczach: „Zabrakło im koncentracji”. Oczywiście, jest w tym wiele prawdy. Czasami jednak nie do końca poprawnie rozumiemy kwestię koncentracji w tych sytuacjach. Nie tyle chodzi bowiem o skupianie się na utrzymaniu wyniku albo na tym, żeby strzelać kolejne bramki lub zachować kontrolę podczas spotkania. Warto zastanowić się, gdzie powinien znajdować się „punkt ciężkości koncentracji”. W przypadku rywalizacji sportowej jedną z najważniejszych kwestii jest skupianie się na zadaniu i na tym, żeby być obecnym w danym momencie. Oznacza to realizowanie założonego planu, skupienie na wypełnianiu swoich zadań w zespole, niezależnie od subiektywnego poczucia, że mecz jest już ułożony albo „pozamiatany”, jak często się mówi. O ten rodzaj koncentracji, może nieco sprzeczny z jej podręcznikową definicją, tu chodzi.

 

To w pewnym sensie wiąże się z kolejnym obszarem, a więc tym, co dzieje się z ciałem i jego pobudzeniem. Rzecz w tym, że stres nie zawsze działa na nas niekorzystnie. Istnieje takie natężenie napięcia i doświadczenia stresu, które mobilizuje organizm do działania i utrzymuje w optymalnym stanie pobudzenia. W przypadku prowadzenia (szczególnie we wczesnej fazie spotkania) i subiektywnego poczucia, że sytuacja staje się komfortowa, dochodzi do obniżenia tego napięcia. W konsekwencji pojawia się rozluźnienie - także na poziomie fizjologicznym. Ciało nie reaguje tak dobrze na bodźce, czas reakcji jest dłuższy. Podania mogą stawać się nieprecyzyjne, strzały niecelne, słowem - gra „przestaje się kleić”. Widzimy to często na boisku w momentach, gdy w grze pojawia się więcej błędów technicznych i chaosu.

 

Moglibyśmy pomyśleć, że przecież jeśli jeden z zawodników doświadcza takiego rozluźnienia to nie oznacza to, że taka postawa i taki stan musi przełożyć się na dyspozycję całego zespołu. Jednak według psychologów to właśnie ten komponent społeczny, a więc oddziaływanie jednostki na grupę, jest kluczowy. Stąd określenie „collective collapse” - niestety bez dobrego odpowiednika w języku polskim. Okazuje się, że właśnie postawa i zachowanie jednego z graczy może wręcz „rozlać się” na resztę drużyny. Wpływ będzie tym większy, im ważniejsza będzie rola danego zawodnika w zespole. Receptą mogłoby być więc po prostu niedopuszczenie do siebie takich myśli (o komforcie i niemal wygranym meczu) i niepozwolenie na rozluźnienie, prawda? Tymczasem nie jest to takie proste. Bardzo często dzieje się poza świadomością zawodników, czego dowodem jest to, że sytuacje, które opisują mają miejsce także na elitarnym poziomie sportowym. Mecz Realu z Borrusią to zaledwie najświeższy przykład. Opisywane rozprężenie i rozluźnienie mogliśmy obserwować wielokrotnie, między innymi w grze reprezentacji Polski w piłce nożnej. Doświadczenie nie odgrywa tu decydującej roli. Emocje i przekonania w tych momentach są na tyle silne i oddziałują poza kontrolą zawodników, że często trudno je opanować. Kluczowe dla obniżenia sportowej jakości wykonania stają się więc: rozluźnienie, pewnego rodzaju nonszalancja, zbytnia pewność siebie (a czasami arogancja) czy pewnego rodzaju uśpienie. Niekontrolowane.

 

Niezależnie od dyscypliny czy poziomu sportowego psychologia sportu daje zespołom narzędzia, które pomagają radzić sobie w takich sytuacjach, a także im zapobiegać. Dlaczego to ważne? Chociażby dlatego, że uśpienie i rozluźnienie zdarza się najlepszym, nawet na poziomie Ligi Mistrzów czy w walce o najważniejsze sportowe trofea w innych dyscyplinach. W jaki sposób pracować? Przede wszystkim zyskać świadomość istnienia zjawiska i nie uznawać, że to nadzwyczajny powrót do gry drużyny przeciwnej spowodował zmianę wyniku i utratę kontroli nad przebiegiem spotkania. Warto przeanalizować czynniki wewnątrz zespołu, które mogły wpłynąć na pojawienie się rozprężenia. Bardzo ważną rolę odgrywa w takich sytuacjach trener. To ważne, jak przygotowuje zespół na różne ewentualności, które mogą mieć miejsce podczas meczu i jak wpływa na drużynę w zakresie utrzymania kontroli. Czasami wystarczy wypracowanie jakiegoś słowa-klucza, które rzucone podczas meczu przez jednego z zawodników poprawia mobilizację i pozwala utrzymywać odpowiedni poziom pobudzenia lub przywrócić go. Z doświadczenia wiem, że działa to bardzo dobrze szczególnie podczas rywalizacji, gdzie emocje są silne, a napięcie duże. Wówczas działają proste środki i proste hasła.

 

Przede wszystkim jednak warto pamiętać o tym, jaki jest cel i kiedy kończy się rywalizacja. Choć w trakcie spotkania może pojawić się myśl o tym, że sytuacja jest komfortowa i można nieco odpuścić, praktyce - jak mawiał klasyk - dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe. Niezależnie od indywidualnego poziomu zawodników, ogromną rolę w utrzymaniu kontroli i mobilizacji odgrywa siła zespołu. Na każdym poziomie.

Więcej na temat:Daria Abramowicz
Z tej samej kategorii