"Start jak każdy inny" to kiepska metoda nastawiania psychiki do zawodów

Największe sportowe imprezy rządzą się swoimi prawami. Zakończone niedawno mistrzostwa świata w lekkiej atletyce dały nam kolejne przykłady, które pokazują, jak ważne jest przygotowanie mentalne do najważniejszych zawodów w sezonie - pisze dla "Polski na Medal" psycholog sportu Daria Abramowicz.

W oglądaniu największych sportowych imprez najbardziej lubię chyba właśnie to, że są największymi sportowymi imprezami. I nie chodzi o gwiazdy, show, ogromne areny i tysiące kibiców. Nie chodzi nawet o to, że absolutnie każdy zawodnik buduje przez cały sezon formę tak, aby to właśnie podczas tej jednej imprezy znaleźć się u szczytu swoich możliwości. Największe sportowe imprezy zaskakują, uczą i pozwalają wyciągać wnioski z zaskoczeń.

 

Impreza mistrzowska rządzi się bowiem swoimi prawami. To nie trening, podczas którego jest miejsce na spontaniczność, luz, czasami może nawet lekkomyślność czy odpuszczenie. To także nie zawody na szczeblu krajowym, gdzie margines błędu z pewnością jest większy. Przykład? Zakończone niedawno mistrzostwa świata w lekkiej atletyce w Londynie. Niezależnie od tego, w ilu krajowych czempionatach wystąpił wcześniej zawodnik, jadąc na taką imprezę, z pewnością nie będzie czuł się tak samo, jak podczas treningów czy nawet mitingów w trakcie sezonu. Mistrzostwom świata towarzyszy szczególna atmosfera. Wpływa na nią z pewnością ranga imprezy, ale także rozmach obiektów, na których rozgrywane są zawody i atmosfera na trybunach (i liczba kibiców!). Na to, jak czuje się zawodnik wpływa też chociażby przechodzenie procedur bezpieczeństwa, doświadczanie wysokiego poziomu organizacji zawodów, noszenie strojów reprezentacyjnych czy obecność dziennikarzy. Czynników jest bardzo wiele i każdy, nawet z pozoru drobny element, ma znaczenie.

 

Dlatego przygotowanie mentalne do imprezy mistrzowskiej musi być zupełnie inne. Choć rzadko używam tego określenia, to zdecydowane zdanie jest związane z tym, że zawodnicy i trenerzy ciągle zbyt rzadko zdają sobie z tego sprawę. Słyszymy często, że najlepiej będzie, jeśli zawodnik „potraktuje ten start, jak każdy”. Rzecz w tym, że nie na każdego sportowca taka metoda „zadziała”. Mistrzostwa świata czy igrzyska olimpijskie (tym bardziej) to imprezy specyficzne, wyróżniające się na tle pozostałych startów. I choć oglądając mistrzowskie imprezy sportowe w telewizji lubię to zaskoczenie, to jako psycholog, w pracy, zdecydowanie podkreślam, że do docelowych startów warto przygotowywać się nie „jak zawsze”, a „jak nigdy” i nie dać się zaskoczyć.

 

Brak odpowiedniego przygotowania do imprezy mistrzowskiej to zresztą jedna z najczęstszych przyczyn tak zwanego „spalania się” zawodników. Jest to widoczne szczególnie u tych sportowców, którzy jeszcze podczas ostatnich treningów przed startem uzyskują świetne rezultaty, jednak w warunkach rywalizacji występują poniżej własnych możliwości (i najczęściej poniżej oczekiwań własnych i osób w ich otoczeniu). Podkreślam, że to nie jedyna możliwa przyczyna, ale dość często przyczynia się do takiego obrotu spraw.

źródło: PAP/ EPA

Obok codziennej pracy w obszarze treningu mentalnego czy budowania relacji w zespole, gdy przychodzi czas bezpośredniego przygotowania do docelowego startu, zmieniamy nieco perspektywę. W jaki sposób to zrobić? To długi proces, który wymaga pracy i zaangażowania zawodnika, sztabu szkoleniowego, bliskich sportowca i psychologa, ale istnieją pewne trzy filary, na których warto się oprzeć. Po pierwsze jest to poziom organizacyjny. Zawodnik będzie czuł się pewien, a o zaskoczenie będzie trudniej, gdy będzie wiedział, że wszelkie sprawy organizacyjne i logistyczne zostały dopięte na ostatni guzik. Dotyczy to chociażby transportu czy zakwaterowania. Przykładem mogą być tyczki Piotra Lisa i Pawła Wojciechowskiego. Problem logistyczny, na podstawowym poziomie, burzy poczucie stabilizacji i pewność w kontekście przygotowań tuż przed startem. Oczywiście, szczególnie Piotr Lisek poradził sobie w tej trudnej sytuacji doskonale, jednak obserwując i oglądając wywiady z naszymi zawodnikami - szczególnie po eliminacjach - mogliśmy zobaczyć, jak silny był to stres. Ten poziom przygotowania to także wiedza na temat tego, dokąd jedziemy, jak wyglądają obiekty, czego się spodziewać na przykład po polityce bezpieczeństwa. Im większa wiedza i wyobrażenie areny zmagań, tym mniejsza szansa na zaskoczenie.

 

Drugi filar to pewność w zakresie przygotowania fizycznego i taktycznego. Gdy zawodnik wie, że on i jego sztab zrobili wszystko, aby przygotować na zawody optymalną formę, czuje się pewniej. Wie, że znajduje się w sytuacji, w której pozostaje mu tylko (albo aż) wykorzystać swoje przygotowanie i potencjał. Bardzo ważne jest posiadanie dokładnego planu. Na eliminacje, na rozgrzewkę, na sam konkurs czy bieg. Mowa o planie dotyczącym taktyki, planie czasowym, zagospodarowaniu dnia. Warto mieć także na przykład plan odpowiedzi na pytania dziennikarzy, które czasami mogą zaskoczyć lub zasiać w głowie niepokojącą myśl.

 

Trzeci, ostatni filar to zadbanie o samopoczucie. Zachęcam zawodników, ab podczas imprez mistrzowskich znajdowali choć krótką chwilę w ciągu dnia na to, aby zrobić dla siebie coś miłego. Choć ostatnie dni i momenty przed startem powodują, że sportowcy są już coraz bardziej skupieni na samym celu, drobne gesty, przyjemności, pomagają zadbać o pozytywny nastrój, który wyraźnie przekłada się na nastawienie. W ferworze przygotowań możemy bowiem zapomnieć o tak prozaicznych rzeczach, jak zadbanie o potrzeby fizjologiczne.

 

To jedynie przykłady czynności i działań, które można podjąć. Rzecz w tym, aby pamiętać, na co mamy wpływ i do czego możemy się przygotować, a potem starać się minimalizować możliwe zaskoczenia. Widzieliśmy to w Londynie na przykładach polskich zawodników, ale też wielkich gwiazd światowej lekkiej atletyki. Te zaskoczenia są wpisane we współczesny sport. Niech jednak uczą. Oglądajcie imprezy sportowe ze zrozumieniem. Bądźcie spostrzegawczy. Szukajcie tego, czego możecie się nauczyć, co z doświadczeń innych możecie zaczerpnąć dla samych siebie. I przygotowujcie się. W końcu przecież po to trenowaliście przez cały rok, a nawet cztery lata.

Z tej samej kategorii