Sport i biznes – małżeństwo doskonałe

Siatkówka radość
 fot. Łukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

Od lat pokutuje stwierdzenie, że promocja firmy poprzez finansowanie sportu to idealna forma na zbudowanie rozpoznawalności marki i jej pozytywny wizerunek. Ale czy na pewno? Kto na tym zyskuje bardziej, a kto traci? A może to małżeństwo doskonałe, w którym można tylko zyskać? Tylko czy ktoś kiedyś widział małżeństwo doskonałe? – pyta Katarzyna Kochaniak, ekspert Polski na Medal.

To, że sportowi potrzebne są pieniądze i to duże, wiemy nie od dziś. Finansowanie potrzebne jest już na etapie selekcji i szkolenia podstawowego. Znalezienie talentu nie jest łatwe, a utrzymanie zainteresowania takiego utalentowanego małego sportowca, jest niebywale trudne.

 

Często słyszę pytanie: czy lepiej sponsorować już uznane marki/sportowców czy lepiej zacząć od czegoś nowego. I jak to często bywa odpowiadam: to zależy. Wsparcie uznanych sportowych indywidualności jest dużo prostsze, ale też dużo droższe. Kto nie chciałby mieć w swoim teamie Roberta Lewandowskiego, Kamila Stocha czy Anity Włodarczyk?

Z kolei druga opcja wiąże się na pewno z mniejszymi relatywnie kosztami, jednak wymaga znacznie więcej… cierpliwości.

 

Co do zasady jednak, firma zawsze więcej zyskuje na cierpliwości. Spójrzmy na przykład Polkomtela, właściciela marki Plus, który w drugiej połowie lat 90. związał się z polską siatkówką. Niedoceniania wówczas w naszym kraju dyscyplina, dzięki wsparciu tak możnego partnera, znacząco zyskała. Oczywiście doszły do tego sukcesy sportowe, bez których sukces biznesowy nie mógł być możliwy, ale patrząc per saldo, Plus i siatkówka stworzyli małżeństwo niemal doskonałe. I nierozerwalne! Na tyle, że kiedy PZPS chciał pozyskać innych partnerów, w tym równorzędnego, było to niezwykle trudne. Po latach starań dołączył PKN Orlen i mimo podobnego wkładu, nigdy nie zyskał tak wiele na sponsoringu siatkówki, jak Plus. W tym „małżeńskim trójkącie” trzymając się nomenklatury, Orlen pozostał bardzo pożądanym, ale jednak „tym trzecim”.

 

Sponsorów przyciągają duże i znane nazwiska, bo one dają od razu komunikacyjny rozgłos. Ale sprawnie poprowadzony program wsparcia najmłodszych, także może dać wymierne PR-owe efekty. Świetnym przykładem jest projekt „Z podwórka na stadion” łączący w biznesowym aliansie Polski Związek Piłki Nożnej i firmę Tymbark, która z konsekwencją i wytrwałością godną Justyny Kowalczyk wspinającej się na Alpe Cermis, realizuje nie tylko sponsoring młodych piłkarzy, ale także, niezwykle dziś popularny, CSR, czyli projekty z obszaru społecznej odpowiedzialności biznesu.

 

Za ciekawy pomysł można uznać inicjatywę Ministerstwa Sportu i Turystki i ich kodeks dobrych praktyk, czyli mówiąc w skrócie: wsparcie dobrych pomysłów polskich związków sportowych przez finanse płynące ze spółek Skarbu Państwa. Tyle w teorii. A co z praktyką? Otóż, okazało się, że do tej pory żaden PZS na bazie kodeksu dobrych praktyk nie związał się ze SSP. Przyczyna? Nieznana. Być może to związki przygotowały niewystarczająco interesujące programy, a być może cele całej inicjatywy były nieco inne od tych komunikowanych.

 

Czy zatem sport i biznes to małżeństwo doskonałe? Na pewno alians ten jest potrzebny do rozwoju i profesjonalizacji sportu, bo tylko pieniądze, i to niemałe, zapewniają konkurencyjne warunki przygotowań do najważniejszych startów. Należy jednak pamiętać, że tak, jak w każdym małżeństwie potrzebna jest równowaga i kompromis, wzajemny szacunek i dbałość o szczegóły. Wówczas możemy mieć nadzieję, że otrzemy się o doskonałość.

SK
Z tej samej kategorii