Monika Pyrek jak Stacy Dragila. „Trzeba odbudować żeńską tyczkę”

ATHLETICS-EUR-WOMEN-PODIUM-POLE VAULT-PYREK
 źródło: AFP

9 czerwca w Szczecinie Monika Pyrek po raz pierwszy poprowadzi lekkoatletyczne campy dla dzieci. W debiucie „Monika Pyrek Camp” weźmie udział 200 dzieci w wieku 7-10 lat. - Nie muszą być od razu mistrzami skoku o tyczce. Ważne, żeby zakochali się w sporcie – mówi w rozmowie z „Polską na medal” wicemistrzyni świata z Berlina.

Michał Chmielewski: Obok Artura Siódmiaka, Otylii Jędrzejczak czy Marcina Gortata mamy kolejną gwiazdę szkolącą dzieci. Któraś z wymienionych była inspiracją?

Monika Pyrek: Pomysł jest podpatrzony od prekursorki żeńskiej tyczki Stacy Dragili. Ona organizuje już nawet nie campy, ale tygodniowe, wielkie obozy. Ma autorski program nauczania tyczkarzy od najmłodszych lat do poziomu mistrza. Zaczyna od zajęć na „prostej tyczce” i potem dokłada do tego kolejne ćwiczenia. Rozmawiałyśmy na Facebooku, zdradziła mi parę sekretów i dzięki jej pomocy mogłam ruszyć. Jeszcze mi do niej daleko, bo przede wszystkim Dragila ma własny ośrodek i – co najważniejsze – wykształcenie trenerskie. Ja dopiero zaczynam.

 

Co powoduje, że sportowcy angażują się w takie projekty? Możecie robić cokolwiek, a mimo to zostajecie na stadionach.

Być może chęć przydania się do czegoś z nabywaną przez lata wiedzą? Jestem podekscytowana, że to robimy, bo to było moje marzenie, a przez kilka lat – jak rozmawiałam ostatnio z Anną Rogowską – nie bardzo nas do takich inicjatyw „wykorzystywano”. I szkoda. Sama od lat robię dla przedszkolaków sportowe przywitanie jesieni, podczas którego maluchy skaczą z podwyższenia na materac. A właściwie ja je przenoszę i asekuruję, tyle tylko, że same trzymają się tyczki. Najwięcej było bodajże trzysta dzieciaków, więc jak każdy skoczy po trzy razy, namachałam się tysiąc razy! Mimo że byłam w treningu, i tak się nieźle męczyłam. Ale było warto. Ich spontaniczna radość i frajda po takich zajęciach jest budująca.

 

Jaki wpływ na powstanie campów miała sytuacja żeńskiej tyczki w Polsce?

Tutaj nie chodzi od razu o wyszukiwanie mistrzów, choć oczywiście miło byłoby zobaczyć kogoś za kilka lat na dużej imprezie. Nasza żeńska tyczka się zaniedbała, bo przez lata trenerzy skupiali się wyłącznie na nas. Nie było grupy dla pań, która mogła wyjeżdżać na obozy zagraniczne, a na miejscu nie było np. odpowiednich hal do treningów. Mężczyźni taką grupę mieli i teraz to procentuje. Na szczęście ostatnie lata są dla lekkoatletyki dobre. Coraz lepiej skaczą młode Kamila Przybyła i Justyna Śmietanka, która pokonała już 4,40 m. Oczywiście na szczyt jeszcze daleka droga, ale jesteśmy jako kraj coraz bliżej świata, który uciekł.

 

Czy któraś z nich zgłosiła się po stypendium z nowo powstałej fundacji pani imienia?

Tak, Kamila, ale każdy sportowiec może się o nie ubiegać. Program stypendiów, który rusza pod nazwą „Skok w marzenia”, jest jednak dopiero pilotażowy. Udało mi się pozyskać dofinansowanie i partnerstwo firmy Netto, więc na początek zaplanowaliśmy dziesięć miejsc, niekoniecznie dla talentów, ale na pewno dla osób z marzeniami. Chcę jednak, by połowa beneficjentów mierzyła najwyżej. Myślę, że nasze tyczkarki tam mierzą.

 

Jest pani niezła w wymyślaniu nazw. Nazwa audycji radiowej „Potyczki” to jedna z lepszych, jaką znam.

Szkoda tylko, że tamta akurat nie była moja. (śmiech)

 

W Monika Pyrek Camp wezmą udział dzieci w wieku od 7 do 10 lat. To właściwy wiek na początek treningu pod kątem konkretnej specjalności?

Niezupełnie. W tym wieku mistrzowie tyczki robią niekiedy coś zupełnie innego, np. trenują gimnastykę. Wyznaję filozofię, że specjalizacja powinna nastąpić najpóźniej jak się da. Nie ukierunkowywać, tylko najpierw pokazać wszystko. Mój camp opiera się na różnych elementach tyczki. Będzie nauka równowagi na linie, będą trampoliny, zaprosiliśmy gimnastyczkę, do tego zaplanowaliśmy zabawy biegowe, naukę rytmów poprzez bieg przez płotki, zabawy rzutne, kopne. Ale nie rywalizacja, tylko zabawa. Poznawanie poprzez wypróbowanie. Na koniec rzecz jasna spróbujemy poskakać.

 

Spróbuje-my. Ile osób składa się na to „my”?

Na początek zaczniemy od 200 dzieci ze szkół podstawowych z województw zachodniopomorskiego i lubuskiego. Impreza będzie trwała jeden dzień. Zaskoczyło mnie, że zgłosili się rodzice dzieci, które chciały je zapisać prywatnie. Odmawialiśmy z bólem serca, ale postaram się, by w kolejnych edycjach umożliwić także taką formę zapisów. Mamy w związku z tym wielkie plany. Być może za rok tyczkarskie campy zaczną całe tournée.

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~fannnnUżytkownik anonimowy
~fannnn
No photo~fannnnUżytkownik anonimowy
do ~wam:
No photo~wamUżytkownik anonimowy
30 maja 07:18 użytkownik ~wam napisał
A co to jest 'camp'?
Rodzaj jednodniowych warsztatów. Sportowa nomenklatura używana na całym świecie.
30 maja 18:03
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~wamUżytkownik anonimowy
~wam :
No photo~wamUżytkownik anonimowy
A co to jest 'camp'?
30 maja 07:18
Liczba głosów:0
0%
0%
| odpowiedzi: 1
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii