Stój typowany na następcę Piotra Małachowskiego. „Z miejsca wali po 60 metrów”

Bartłomiej Stój
 fot. Marek Biczyk  /  źródło: newspix.pl

BartłomiejJak bije rekordy życiowe, to spektakularnie. Jak ktoś ma zastąpić Piotra Małachowskiego, to najpewniej on. - Popełnia błędy techniczne, ale ma wielkie możliwości – mówi trener Bartłomieja Stója Witold Suski.

Współpraca legendarnego szkoleniowca, który wychował Piotra Małachowskiego i Tomasza Majewskiego, zaczęła się jesienią zeszłego roku, chociaż obaj panowie już wcześniej kontaktowali się, stopniowo zacieśniając więź.

 

Goni i podpatruje mistrza
21-letni dziś dyskobol AZS KU Politechniki Opolskiej przeszedł do Witolda Suskiego po tym, gdy minionej wiosny w Bydgoszczy niespodziewanie poprawił rekord życiowy na 64,64 metra i zbliżył się na tylko 10 centymetrów do młodzieżowego rekordu Polski własności nikogo innego jak „Machałka”, który w tych samych zawodach osiągnął 68,10. Co istotne, tamtym popisem lekkoatleta nie tylko zwrócił uwagę swojego mentora. Poprawił się za jednym zamachem o prawie trzy metry i dosłownie wyważył drzwi wejściowe na mistrzostwa Europy w Amsterdamie.

 

- Nie wiem, co się dzieje. Wiele osób mówi, że jadę na „koksie” po prostu. Ale ja naprawdę nic nie biorę. Naprawdę – przyznawał cytowany przez Eurosport.onet.pl Stój, oszołomiony zainteresowaniem mediów. Nie ukrywam, że jestem w szoku. Nie wiem, co się dzieje – mówił wtedy w Bydgoszczy. To był jego dopiero trzeci sezon z seniorskim dyskiem w rękach. W debiucie (!) w 2014 roku osiągnął 50,40 m. Teraz niespełniony piłkarz jest o kilka kroków od światowej czołówki i chociaż w Amsterdamie skończył zaledwie na eliminacjach, otrzymał opiekę największych specjalistów tej konkurencji w kraju.

 

- Podpatrując nas, starszych i bardziej doświadczonych, ma większą motywację. Inaczej się trenuje, walcząc ze starszymi kolegami. Sam doskonale pamiętam swoje młode lata, gdy karierę kończyły takie postaci jak Olgierd Stański czy Andrzej Krawczyk i ja wtedy z nimi wygrywałem. Taka jest naturalna kolej rzeczy, na tym polega po prostu zmiana pokoleniowa. Za dwa czy trzy lata to Bartek z Robertem będą między sobą walczyli o zwycięstwa, a ja pewnie będę już nieco z tyłu – mówił rok temu na łamach „Przeglądu Sportowego” wicemistrz olimpijski z Rio. Teraz Małachowski jest jego partnerem treningowym.

 

Suski go oszlifuje
Pod okiem nowego trenera jeszcze nie widać wielkich efektów. Do połowy czerwca 2017 roku Stój w konkursie rzucił najdalej 61,38 m. Niewiele więcej niż... w treningach z miejsca!

 

- W ustawieniu lewym bokiem tylko zarzuci biodra, przepuści nogę i „wali” ponad 60 metrów. A jak przychodzi do wykonania pełnego obrotu, to celuje albo w górę, albo po siatkach – surowo wytyka błędy Suski. Mówi tak, bo widzi, że Stój „ma z czego przyłożyć”. Podobno nawet, gdy spaceruje z dyskiem po murawie i luźno rzuci przed siebie, zdarza się, że dysk ląduje 50 metrów dalej.

 

Suski wyjaśnia ze szczegółami: - Bartek jest rozsypany technicznie. W jego technikę w styczniu wkradł się błąd i teraz musimy cierpliwie powalczyć, żeby wrócić do dobrych nawyków. On rzuca z trudnej techniki, bo odprowadza sztywny bark. Minimalne szarpnięcie powoduje, że nie ma nic, za to wytrzymanie tego ustawienia automatycznie skutkuje dalekim rzutem. Jak do tego wrócić? To potrwa. Na pewno szybciej, jeśli całą sekwencję ruchów poukłada sobie w głowie. Co i po czym robić, jak i kiedy – opowiada. - To wielki materiał na zawodnika. Ale trzeba się z nim będzie trochę pomocować.

Z tej samej kategorii