"Pływanie to sport dla tytanów. Po gimnazjum dzieci muszą decydować"

Iwona Ciecholewska
 źródło: własne

– No dzień dobry! Wskakujemy do wody i na trening. Ale trening, a nie jakieś pluskanie – wita nas na malborskim basenie trener tamtejszego WOPR Iwona Ciecholewska. W mieście Krzyżaków od piętnastu lat pomaga wyszukiwać talenty, a później prowadzić je aż do momentu, w którym juniorzy decydują – albo chcę być najlepszy, albo wracam do normalnego życia. W 15-letniej historii klubu właśnie trafiły się dwa największe talenty: Alicja Krauze i Paulina Cierpiałowska. Rozmawiamy o sporcie juniorskim, o szkoleniu, pieniądzach i sposobie na mistrza.

Polska na medal: Dowiedziałem się, że nie pływaczki, a triathlonistka Małgorzata Szczerbińska to największe nazwisko, które wyszło jak dotąd z waszego klubu.

Iwona Ciecholewska: Tak, zaczynała u nas.


Zawsze sądziłem, że triathlon zaczyna się od biegania.

Iwona Ciecholewska:Bardzo często trafiają do niego właśnie pływacy. Jak ma się podstawy pływania, to jest najlepiej. Są kluby, które zaczynają szkolić triathlonistów od razu w trzech konkurencjach, ale to rzadkość. Bycie średnim pływakiem, ale z predyspozycjami wydolnościowymi, to idealny materiał na triathlon lub pięciobój nowoczesny.

 

Czyli mieszankę sprzeczności sportowych.

Iwona Ciecholewska:Dokładnie. To taka zaniedbana dyscyplina u nas, bo żeby opanować wszystkie pięć dyscyplin, trzeba wykonać najpierw wielką pracę. Wrzucili nas do ostatniego koszyka dotacyjnego, a w Rio de Janeiro był medal. A pływacy nie mieli.

 

Nas”?

Iwona Ciecholewska:Tak. W Malborku zajmujemy się też pięciobojem. Może nie w całości, bo żeby trenować jazdę konną czy szermierkę, potrzeba specjalistów i to wchodzi zazwyczaj w szkoleniu najpóźniej. To robią już kluby w Częstochowie, Drzonkowie i w Warszawie. To główne ośrodki w kraju, niemniej bieg, pływanie i strzelectwo da się u nas ćwiczyć. I to bez profesjonalnej strzelnicy, mamy pistolety laserowe. Ze śrutu strzelaliśmy w różnych szkołach, ale nie szło to najlepiej. Wychowanie zawodnika w jednej specjalności jest o wiele łatwiejsze, ale te kombinacje są ciekawe, rozwijające wszechstronność. Alicja Krauze – nasza najlepsza pływaczka – jest medalistką mistrzostw Polski w dwuboju. W trójboju, w jednym z Grand Prix, radziła sobie świetnie po dwóch konkurencjach, ale w strzelaniu spadła na przedostatnie miejsce. Niestety, żeby to robić profesjonalnie, trzeba wyjechać. U nas priorytetem jest pływanie.

 

Czyli Alicja nie miała problemu z wyborem sportu?

Iwona Ciecholewska:Nie, chociaż był w pewnym momencie dylemat, bo do kadry narodowej powołał ją związek i pływacki, i pięcioboju. Ten sezon to była decyzja. Był zamysł, żeby to połączyć, ale tak się nie da. To jest specjalistyczny trening, w bezpośrednim przygotowaniu startowym pływała po 17 kilometrów dziennie.

 

To dużo! Ile to jest basenów!

Iwona Ciecholewska:Kilometr to czterdzieści. Razy siedemnaście... Ale to nie przez cały rok, tylko przed mistrzostwami Polski. W fazie akumulacji zaczynała treningi przed szóstą i kończy po ósmej. Spóźnia się do szkoły, ale radzi sobie doskonale. Potem, po południu, drugi trening.

 

Od którego momentu szkolenia zaczyna się podporządkowywanie życia pod sport?

Iwona Ciecholewska:Mamy Paulinę, która jest najlepszą 10- i 11-latką w Polsce, ale jeszcze nie ma podporządkowanego życia pod sport. Jest dojrzała na swój wiek, ale nie widzi jeszcze w pływaniu swojego życia. Ala, która ma lat szesnaście, ma już całe życie dla wody. Trudno więc odpowiedzieć. Chyba od momentu pierwszego prawdziwego sukcesu. W WOPR jest od czterech lat, bo wcześniej trenowała w innym klubie, który przestał jednak przystawać do jej umiejętności. Pierwszy rok u nas to było otwieranie jej, bo była spięta, zamknięta i nieufna. Próbowaliśmy do niej dotrzeć, by zaczęła mieć w pływaniu przyjemność. To się poniekąd udało. Gdyby nie, nie miałaby przyszłości w sporcie. Wypaliłaby się. Przełomem były zimowe mistrzostwa kraju, gdzie zaczęła w siebie wierzyć, bo załapała się do kilku finałów. Tak to ruszyło.

Nie każdy ma sukcesy od razu.

Iwona Ciecholewska:Na początku, za dzieciaczka, pływa kilka tysięcy dzieci. Piętnastolatków już jest niewiele, bo tu jest decyzja: albo pływasz i chcesz kariery, albo chcesz normalnego życia. Czy odpuszczasz, czy robisz podwójnie wielką robotę. Mieliśmy kiedyś zawodniczkę, która była świetna, ale nastoletnie pokusy ją z basenu odciągnęły. Miłości i te sprawy, pokusy, imprezy... To wymagający sport. Ala czekała na medal bardzo długo i od tamtej pory wszystko poszło do przodu – kolejne medale, kadra narodowa, gdzie jest w czołówce. Jak widać, tu decyduje psychika.

 

Powiedziała pani o zmianie klubu, który przestał przystawać. Rośnie wam wielki talent. Wkrótce może przystawać i do was...

Iwona Ciecholewska:Liczymy się z tym, że tak się stanie i Alicja jest u progu decyzji o wyjeździe do szkoły sportowej. Nie mam z tym problemu i nie będę sobie przypisywała nie wiadomo jakich umiejętności, że doprowadzę seniora do igrzysk. Chodzi o organizację pracy. Te dzieciaki wstają o piątek, jadają obiady na korytarzach w szkołach, ciągle pędzą. Takie warunki daje tylko szkoła mistrzostwa sportowego, na dłuższą metę w Malborku to nie jest możliwe.

 

Dokąd ją wyślecie?
Iwona Ciecholewska:Alicja chciała tu zostać, ale rozumie sytuację. Pływa długie dystanse, ale najlepsza szkoła pod nie jest aż w Oświęcimiu lub Szczecinie. W Warszawie są raczej sprinterzy, mimo że to o wiele bliżej. To takie niepisane prawo u nas w kraju, ten podział. Będzie więc kolejny dylemat. Stolica jej nie pasuje, bo jest zamysł, by pływała 800 kraulem, a wkrótce 1500 metrów, a być może i więcej, jeśli w Rio de Janeiro był maraton na wodach otwartych. To jest przyszłość, rywalka Alicji poszła już w tę stronę. To novum, ale kto wie, jak się rozwinie? To świetny pomysł. Jeśli są maratony lekkoatletyczne, czemu nie pływackie?

 

Paulina też jest szykowana na długie dystanse?

Iwona Ciecholewska:W wieku 12 lat nie podejmujemy się jeszcze specjalizacji. Pływa wszystko. Zobaczymy, jak będzie wyglądała na tle Alicji. Teraz wchodzi w jej rok, rekordy będą się zazębiały. Porównamy. Paulina ma o tyle dobrze, że przychodzi jej wszystko bardzo łatwo.

 

W pływaniu jest przyszłość? W pewnym momencie kończy się kasa ze sportu młodzieżowego, a zaczyna np. problem – jak zarobię na mieszkanie?

Iwona Ciecholewska:Pomyślałam o głośnej sprawie Alicji Tchórz. Jej poziom sportowy jest duży, ale jeszcze nie tak wysoki, by interesowali się nią sponsorzy. Na szczęście dzieci w wieku 12 lat nie zdają sobie sprawy, że za ich wejściem w sport kryje się aspekt ekonomiczny. Rodzice mocno wspierają, dają dzieciom poczucie, że mogą się realizować w tym, co jest ich pasją. Nasza Ala żyje pływaniem jak nie wiem... Sprawdza wyniki na świecie, porównuje, czyta. I niech tak będzie jak najdłużej. No bo co tu kryć – pływanie to biedna dyscyplina sportu, chociaż z wyjątkiem piłki nożnej, która u nas na poziomie klubów nie jest? U nas ma się nieźle czołówka, ciężko sobie na to zapracowali. Na szczęście ze względu na liczbę medali, które można w igrzyskach zdobyć, jesteśmy w MSiT w pierwszym koszyku finansowania. Spójrzmy na Michaela Phelpsa. Może i z Malborka wyjdzie kiedyś pływak takiej klasy?

 

SportBiz Forum Sportu i Biznesu 2017

Więcej na temat:Iwona Ciecholewska, pływanie
SK
Z tej samej kategorii