Młodzi kontra gwiazdy w mistrzostwach Polski. Faworyci muszą mieć się na baczności

19 lip, 8:30

Od piątku w Lublinie mistrzostwa Polski. W kilku konkurencjach do walki o tytuły mogą włączyć się młode wilczki.

Marcin Lewandowski

Nie ma mowy, by zeszłoroczny tytuł mistrza Polski Wojciecha Nowickiego, który w Białymstoku rzucił młotem dalej od Pawła Fajdka, uznawać za sensację. To był jego pierwszy taki sukces w karierze, ale 28-letni wtedy młociarz był już chociażby brązowym medalistą olimpijskim. W weekend w Lublinie, w kolejnej edycji mistrzostw, możemy spodziewać się dużo większych niespodzianek. Kto może być czarnym koniem tej imprezy?

Nowe twarze bieżni

Nowicki nareszcie wyszedł z cienia Fajdka. W tym sezonie wygrał z nim pięć razy z rzędu, uzyskał lepszy wynik i zachwiał jego dotychczas niepodważalną pozycją w reprezentacji. Nikogo nie zdziwi, jeżeli w Lublinie (konkurs w piątek o godz. 18.45) po raz drugi zdobędzie złoto, ale co, jeżeli na przykład bieg na 800 metrów przegra murowany faworyt Marcin Lewandowski?

– Jestem gotowy na straszne bieganie, tylko muszę złapać świeżość – odgraża się halowy wicemistrz świata na 1500 metrów, który coraz częściej wybiera ten dłuższy dystans. W Lublinie pobiegnie na obu, bo odkąd zaczął trenować pod „półtoraka”, poszły w górę także jego wyniki na dwa okrążenia. – Kto zna się na lekkoatletyce, wie, że tak to działa. Chcę rywalizować tu i tu – zapowiadał po PŚ w Londynie. W Lublinie 31-latek powinien zdobyć dwa złote medale, bo nasz as na 800 m Adam Kszczot nie zgłosił się do swojej koronnej konkurencji. Prawdopodobnie pobiegnie tylko na 1500 m. Trzeba jednak zauważyć, że na obu krajowych gigantów „osiemsetki” od dawna czają się Michał Rozmys i 21-letni Mateusz Borkowski. Pierwszy rok temu na 800 m zdobył złoto. Drugi w tym sezonie pobił życiówkę już o ponad sekundę i jako czwarty wypełnił minimum na sierpniowe ME w Berlinie. Lewandowski uważa, że ma szybkość, nie brakuje mu też doświadczenia, ale mistrz

Kszczot powtarza zwykle: – Każdy bieg ma swoją historię. Jedna sekunda, błąd i przegrałeś – opowiadał o kulisach koronnej konkurencji. Dla młodych wilków to szansa. Potrzebna jest im tylko dobra taktyka na faworyta.

W sprincie taktyka polega na tym, żeby zasuwać. Tak się składa, że w tym roku na 400 m najwięcej mocy ma długo niedoceniany Karol Zalewski. Nowy nabytek AZS AWF Katowice uzyskał najlepsze czasy na całym i na połowie okrążenia i pewnie wróci z MP w podwójnej koronie. Trudno uwierzyć, ale na dłuższym dystansie odstawił kolegów ze sztafety halowych rekordzistów świata o niemal sekundę! Zalewski wyraźnie czuje się mocny. Kiedy PZLA ogłosił skład na niedawny PŚ w Londynie i okazało się, że ten pobiegnie na 200 m, wypalił: – Dałbym sobie radę w obu biegach, tylko widocznie związek nie chce zdobyć na 400 m trochę więcej punktów.

Korespondencyjny pojedynek na 200 m stoczyły niedawno sprinterki. Anna Kiełbasińska, która powtarza ścieżkę obraną przez Zalewskiego, w Londynie uzyskała 23.25 sekundy. – Rozpędzam się, jest w porządku – skomentowała. Tyle tylko, że dwa dni wcześniej w Tampere młodziutka Martyna Kotwiła zatrzymała czas na 23.21 s i zdobyła brąz MŚ do 20 lat. To nie są rezultaty pozwalające myśleć w Berlinie o medalach, ale na krajowym podwórku robi się ciekawie. Tym bardziej że otwartą sprawą pozostaje obsadzenie w reprezentacji na ME składu krótkiej sztafety. W dotychczasowym zestawieniu drużyna pobiegła w Londynie słabo i jeżeli Kotwiła udowodni w Lublinie swoją wartość, powinna być pewniaczką do wyjazdu do Niemiec. Być może taki miała cel, zgłaszając się również do rywalizacji na 100 metrów. Tę prawdopodobnie trzeci raz z rzędu wygra Ewa Swoboda, jednak ewentualny medal Kotwiły albo równie obiecującej Magdaleny Stefanowicz zachwiałby krajową hierarchię. A to wcale nie jest niemożliwe, podobnie jak sukces młodej Klaudii Siciarz. Halowa rekordzistka świata juniorów na 60 m pł jedzie na Lubelszczyznę z lepszym wynikiem od Karoliny Kołeczek, która złoto wywozi z MP nieprzerwanie od 2013 roku.

Andrejczyk może świętować

Dyrektor sportowy PZLA Krzysztof Kęcki może się cieszyć, że nasze młode biegaczki tak szybko dogoniły czołówkę seniorek. – Wysłaliśmy teraz liczne grono zawodników na imprezy młodzieżowe, licząc, że to będzie nasza przyszłość – zapowiadał kilka tygodni temu działacz. Dla starszych oddech młodszych na plecach to dodatkowa mobilizacja do pracy, z kolei juniorzy mogący rywalizować z idolami nabierają pewności, że obrali dobrą drogę. Ewentualne zwycięstwo to pewnie spełnienie marzeń. Rok temu w Radomiu Kamila Lićwinko skakała wzwyż z dziewczynkami. Podglądała ich technikę, a one później szczelnie ją otoczyły, prosząc o autografy. Teraz te dziewczynki między sobą rozstrzygną los złotego medalu MP seniorów, bo Lićwinko oddała tytuł bez walki. Niebawem ma urodzić córkę.

– Są w Polsce dziewczyny, które mogą coś osiągnąć. Choć są jeszcze młode i potrzebują sporo treningu, wiążę z nimi duże nadzieje – mówiła niedawno „PS” brązowa medalistka MŚ w Londynie. Znaczna część faworytek konkursu dopiero zaczyna poważną przygodę z lekkoatletyką. Trudno oczekiwać, by przeskoczyły w Lublinie 190 cm. Tyle wynosi minimum, którego PZLA wymaga od kandydatów do wyjazdu na ME.

W męskiej stawce skoczków wzwyż problemy ma lider tabel Sylwester Bednarek. Halowy mistrz Europy osiąga beznadziejne wyniki i jeżeli Norbert Kobielski oraz Maciej Grynienko (kolejno 2,26 m i 2,27 m) przygotowali szczyt formy, faworyt może skończyć zawody maksymalnie z brązem. Tego nie może być wcale pewny tyczkarz Robert Sobera, który spróbuje wybronić się przed Mateuszem Jerzym i Karolem Pawlikiem.

Ostatnią zagadką pozostają finały rzutu oszczepem. Wśród mężczyzn faworyt to Marcin Krukowski, ale od miesiąca nie uzyskał wartościowego wyniku. Po piętach depcze mu młody Cyprian Mrzygłód. Jeszcze większą zagadką jest konkurs pań. Na papierze widać dominację Marceliny Witek (66,53 m – drugi wynik w historii Polski), ale odkąd słupszczanka uszkodziła bark, rzuca fatalnie. – Do Berlina będzie wszystko w porządku – uspokaja jej ojciec i trener Mirosław, ale na tę chwilę wygląda, że w Lublinie jego córka może przegrać nie tylko z wracającą po dwóch latach Marią Andrejczyk, ale nawet z szerzej nieznaną Klaudią Maruszewską. 

Pierwsze konkurencje MP w piątek rano. Zawody potrwają do niedzieli.

To również Cię zainteresuje