Średnia Krokiew wraca do łask

1 godz. temu

W pierwszym dniu września na Średniej Krokwi zakończono 3. edycję letniego cyklu Lotos Cup – zawodów w skokach narciarskich dla młodzieży.

SKOKI NARCIARSKIE LETNIE MP

Miło było spojrzeć, jak długo zaniedbywany kompleks Średniej Krokwi w Zakopanem odzyskał przynajmniej część dawnego blasku. Oczywiście w środowisku prawie nikt nie ma wątpliwości, że obiekt wymaga natychmiastowej przebudowy, niemniej teraz przynajmniej da się na nim skakać i trenować. Po latach kuriozalnych problemów z działaniem wyciągu na skocznię ten z powrotem wozi zawodników na górę kompleksu. W pokryciu zeskoku uzupełniono dziury nowym igelitem, a starą część wyczyszczono. Wokół skoszono trawę.

Kombinator ma smaka na skakanie

Takie skocznie przyjęły 1 września młodych narciarzy, którzy spotkali się na finałowych zawodach 3. letniej edycji cyklu Lotos Cup.

Podczas tego weekendu nie było mocnych na Klemensa Joniaka, który dwukrotnie triumfował w kategorii Junior D.

– W trakcie tych trzech dni zawodów moje skoki były bardzo dobre, jednak przed zimą czeka mnie jeszcze wiele pracy, przede wszystkim muszę poprawić odbicie na progu – podkreślał Joniak.

Pewne zwycięstwo w zawodach, na obiekcie K85, odniósł również Wojciech Marusarz. – Te zawody traktowałem przede wszystkim jako trening, żeby poczuć ten rytm startowy i zmobilizować się do dalszej pracy. Udało się to, a rywalizacja podczas tych trzech dni była naprawdę super. Dało mi to takiego „smaka” do skakania – mówi zadowolony olimpijczyk z Pjongczangu.

Reprezentant klubu AZS Zakopane dwukrotnie uzyskał 86,5 metra i tym samym stanął na najwyższym stopniu podium wśród Seniorów. Osiem punktów za nim uplasował się jego klubowy kolega – Krzysztof Leja (80,5 i 87 m), który wygrał pierwsze zawody weekendu. Natomiast trzecie miejsce wywalczył Paweł Twardosz z PKS Olimpijczyk Gilowice (81,5 i 82 m).

Skalite ma wreszcie nazwę

Dzień później część skoczków wystąpiła na „trochę” bardziej nowoczesnym obiekcie w Szczyrku. Odbył się tam Memoriał Olimpijczyków, który poprzedziła szczególna ceremonia. W obecności m.in. Stefana Huli kompleksowi Skalite nadano imię Beskidzkich Olimpijczyków. Podobno walka administracyjna, by doszło do uhonorowania 33 beskidzkich skoczków i dwuboistów, którzy wystąpili w igrzyskach trwała długie osiem lat. Teraz na ścianie głównego budynku mają swoją tablicę. Wyjątkiem jest na niej Zdzisław Hryniewiecki – wielki faworyt igrzysk w Squaw Valley w 1960 roku, który na kilka dni przed wylotem do USA doznał fatalnego upadku na treningu.

– Zasłużył – nikt nie miał wątpliwości, że jego nazwisko nadrukowano na obelisk najzupełniej słusznie. Hryniewiecki miał już bowiem nominację olimpijską. Po tamtym wypadku nigdy więcej nie skoczył na nartach.

To również Cię zainteresuje