Po półfinale ultrasi zadzwonili po kolegów: „Wygrali, o 17 robimy doping”

W weekend 30 czerwca–2 lipca na Starym Rynku w Płocku odbył się prawdopodobnie najlepszy turniej plażowej piłki ręcznej w Europie – etap debiutującej tego lata PGNiG Summer Superligi. W tym mieście dyscyplina, za której rozwój dopiero teraz zabrał się ZPRP, jest już sportową marką. Na finale publiczność nie zmieściła się na trybunach, tamtejsza BHT Auto Forum Petra wygrała 2:0.

Usiedliśmy na ławce z widokiem na Wisłę i bezskutecznie dyskutowaliśmy, które z miast jest polską mekką piłki ręcznej. Kielce, bo mają Vive? Wrocław, bo miał klub, który wygrał najwięcej tytułów mistrzowskich? Gdańsk? Chwilę potem deptakiem przeszła grupa ultrasów, śpiewając na cześć lokalnego klubu plażowej odmiany piłki ręcznej, BHT Auto Forum Petry Płock. Dłużej nie było sensu dyskutować – mekka jest tutaj.

 

400 ton sportu

Na przełomie czerwca i lipca po raz czwarty Płock zorganizował turniej plażowego szczypiorniaka, o którym środowisko już od pierwszej edycji mówi: „najlepszy”. Jeśli nie na świecie, to na pewno w Europie. Doszło do tego, że zamiast wysyłać zaproszenia do klubów, organizatorzy sami czekają na ich zgłoszenia. A fama zatacza coraz szersze kręgi. Płocki etap PGNiG Summer Superligi, czyli trzy dni gier dziesięć metrów od drzwi ratusza, jeszcze pod starą nazwą zdążył wyrobić sobie taką markę, jaką kiedyś w siatkówce miały szlemy w Starych Jabłonkach. To wydarzenia, w których każdy chce grać, każdy chce być, oglądać, żyć meczami i wszystkim tym, co się dzieje ponadto. Docenia też federacja EHF, nadając wydarzeniu najwyższy wskaźnik punktowy w rankingu.

 

- Siatkówka to dobre porównanie, ale to jeszcze nie ta skala – tonuje optymizm organizator turnieju Jakub Malinowski. Zapracowany w trakcie gier nawet nie widział, jak padają gole, więc zasugerował, że po tej gorączce chętniej opowie o logistyce. Jako szef ekipy z fundacji Modern Sport od wiosny brał udział w ustalaniu wyglądu miasteczka, konsultacjach terminarza spotkań, a nawet weryfikacji tożsamości Algierczyków, odkąd ci kilka miesięcy temu zaczęli dopominać się mailowo o pomoc przy wizach. Malinowski odsłania kulisy: - Pod nami leży 400 ton piasku. Pierwszy raz zainwestowaliśmy w oświetlenie LED, co powoduje, że rozgrywki po zmroku wyglądały rewelacyjnie. Zastanawialiśmy się nawet nad produkcją sygnału telewizyjnego, ale uznaliśmy, że na to przyjdzie czas. Siatkówka? Nie boimy się nawiązań, bo właśnie wychodzimy z niszy, tak samo jak oni wychodzili przed kilkunastoma laty. Poszli dobrą drogą i teraz są w programie igrzysk. My prędzej czy później też będziemy – uważa.

 

Sprowadzenie turnieju do ścisłego centrum miasta spowodowało, że przez trzy dni płocki rynek miał dwie twarze. Na środku placu rozłożono boiska i trybuny, a bokami jak codziennie przechodzili mieszkańcy. Czasami się wymieniali. Niezainteresowani sportem i tak z ciekawości podchodzili bliżej meczu, zainteresowani tylko sportem w przerwach i tak gubili się w odchodzących od rynku uliczkach. Ale większość kibiców znała te zakamarki doskonale.

 

Fot. Sebastian Adamkiewicz / źródło: Materiał prasowy

Bo Petra to jest mistrz

Porównanie plażowej piłki ręcznej z siatkówką okazuje się o tyle kłopotliwe, że hurtem chciałoby się zestawiać wszystkie cechy obu sportów. A o ile tam na trybuny przychodzi się na piknik, przynajmniej przy płockim szczypiorniaku kibice żyją, jakby chodziło o finał „parkietowej” Ligi Mistrzów. Nawet w trakcie półfinału było ich tylu, że część stała za bramkami albo tarasowała schody między sektorami. Jeden z nich zajmowali VIP–owie, po przeciwległej stronie stali natomiast najprawdziwsi ultrasi. Skandowali nazwę klubu, śpiewali wymyślne pieśni, skakali, klaskali i chociaż mieli nie więcej niż 18 lat, zupełnie jak na piłce nożnej nie lubili się z policją. Ale tylko oficjalnie – poza stadionem byli zupełnie w porządku.

 

– Chcemy robić na Petrze klimat, bo to jeden z najlepszych klubów na świecie. Czasami chodzimy patrzeć, jak trenują na boisku przy „wake parku” – mówią nam w przerwie. Parę metrów dalej jeden z chłopaków bierze za telefon komórkowy i do kogoś się dodzwania. – Stary, oni wygrali 2:0 (na plaży gra się do dwóch wygranych setów – przyp. red.), przyjeżdżaj na finał, bo o 17 robimy doping – zachęcał. Ale pozostali z trybun też nie byli przypadkowi, skoro zupełnie płynnie toczyli dyskusje o taktyce. Znali nazwy pozycji na boisku; wszystkich zawodników wymieniali z imienia i nazwiska. Podczas wygranego 2:0 z BHT GRU Piotrkowem Trybunalskim finału w kluczowych momentach spontanicznie wstawali z miejsc.

 

Niektórzy z nich nosili klubowe koszulki i to chyba jest właśnie różnica między plażową siatkówką a szczypiorniakiem. Tutaj kibicuje się konkretnemu klubowi. Czemuś, co jest w twoim mieście i na wyciągnięcie ręki. Czemuś, co ma herb, przyśpiewki i reprezentacyjną półeczkę na puchary, a nie tylko narodową flagę przy nazwisku.

 

– W Płocku jest szczególny klimat, bo wokół Petry wytworzyło się odrębne środowisko. Wszyscy przewinęliśmy się przez sekcje halowej Wisły. Znamy się z hali, bo tam gramy większość roku, ale nawet jak na zimę się rozjeżdżamy, to po rozgrywkach spotykamy się i trenujemy tutaj. To powoduje, że w szatni jest chemia. Jesteśmy kolegami i to się ludziom podoba – tłumaczy jeden z liderów zespołu Marcin Miedziński. Nie ma wątpliwości, że kiedyś Polska obok Chorwatów, Hiszpanów czy Brazylijczyków będzie w tej dyscyplinie światową czołówką, a o włączeniu beach handballu pod skrzydła MKOl mówi już tak, jakby wszystko było załatwione. W środowisku to zresztą jeden z ważniejszych tematów i nikt nie jest na nie. Pod dachem Miedziński jest graczem superligowego Meble Wójcik Elbląg. Na piasku – klubowym wicemistrzem Europy, brązowym medalistą Pucharu Mistrzów, ale przede wszystkim jednym z wizjonerów, którym zamiast latem siedzieć i przeczekiwać przerwę między sezonami, zachciało się wycisnąć z kariery coś więcej.


***

 

Turniej w Płocku był czwartym przystankiem debiutującego w tym roku w Polsce cyklu PGNiG Summer Superligi – oficjalnych letnich rozgrywek ZPRP. Wcześniej plażowi piłkarze ręczni rywalizowali w Mielnie, Wrocławiu i Starych Jabłonkach, następne zawody od 14 do 16 lipca zorganizuje Warszawa. W dniach 20-30 lipca najważniejsze w sezonie turnieje beach handball odbędą się we Wrocławiu w ramach igrzysk sportów nieolimpijskich The World Games.

Z tej samej kategorii