Dzieciak u progu kariery. Jak nie zmarnować talentu

Turniej Czterech Skoczni zawody w Innsbrucku 2017
 fot. Tomasz Markowski  /  źródło: newspix.pl

Mają po kilkanaście lat i wielką karierę przed sobą. Wchodzą w decydujący okres życia – albo wkrótce wejdą na światowy szczyt, albo pogrążą się w zakamarkach niebytu. Czy da się ochronić młode talenty?

Prawdopodobnie nie ma na świecie kibica sportu, który zapytany o zmarnowane talenty nie podałby chociaż jednego nazwiska. Normą jest, że nastolatkom podsuwa się wielomilionowe kontrakty marketingowe i zaciąga w świat wielkiego biznesu. Normą jest też, że dzieci najzwyczajniej się w tym świecie gubią. I zamiast bić rekordy na bieżniach lub boiskach, rekordowo szybko spadają w otchłań.

 

Być młodym jeszcze raz

- Gdy jeździliśmy z drużyną młodzieżową po Europie, pojawiło się trochę ofert. Wiadomo, wyobrażaliśmy sobie różne rzeczy. Scenariusz był prosty: teraz gra w młodzieżówkach, potem idziemy do młodzieżówki, aż wreszcie do pierwszej reprezentacji. Jako 20-latek myślisz sobie, że pozjadałeś wszystkie rozumy. Jesteś butny, pewny siebie, nie słuchasz – opowiadał w szczerej rozmowie z „Przeglądem Sportowym” piłkarz Śląska Wrocław Łukasz Madej. Jak wielu z drużyny, która w 2001 roku wywalczyła złoto mistrzostw Europy do lat 18, wyobrażał sobie, że jeśli koszulkę z orłem na pierwsi ubierze się raz, będzie się ją nosić do końca.

 

Niestety tamten sukces był jednym z ostatnich. O rozwoju, jaki później zanotowali m.in. Wojciech Łobodziński, Tomasz Kuszczak czy Sebastian Mila mógł jedynie pomarzyć. - Potrzeba kogoś mądrego, kto potrafi dotrzeć do twojego wnętrza. Brakowało mi wcześniej takiego człowieka. Mam pretensje do siebie, a może do losu, że nie trafiłem na osobę, która pokazała właściwą drogę. Chciałbym mieć znowu 23 lata – mówił z żalem piłkarz, którego przykład i tak nie jest najbardziej bolesny. Trener Jacek Magiera o przyczynach, przez które młodzi tracą swoje szanse, mówi wprost: to przez głupotę.

 

Zajechani odjechani

Głupotą, a czasem pazernością na sukcesy i pieniądze z systemów sportu młodzieżowego grzeszą sami trenerzy. Gdy u progu mistrzostw świata narciarstwie klasycznym w Lahti najlepszą sprinterką w kraju została zaledwie 16-letnia Monika Skinder, trener kadry seniorek od razu zaznaczył, że przed nią kluczowe lata w karierze.

 

- Nie ma co się smucić, że młodzież wygrywa z seniorkami (3. miejsce zajęła w tym biegu olimpijka Kornelia Kubińska – przyp. red.), bo to oznacza, że po Justynie Kowalczyk pojawiło się światełko w tunelu – uważa Wiesław Cempa. Jak dodaje, teraz najważniejsze dla rozwijającego się nadal organizmu jest to, by przed osiągnięciem pełnej dojrzałości go nie „zajechać”. - Liczę, że trenerzy Moniki i Izy Marcisz (rocznik 2000, brązowa medalistka biegu na 5 km stylem klasycznym) mądrze je poprowadzą – dodał szkoleniowiec. Skinder odpowiedziała: - Wydaje mi się, że mój trener stosuje odpowiednie treningi. Oszczędza mnie trochę i wierzę, że to zaprocentuje w przyszłości.

 

Dobrym przykładem błędów szkolenia dzieci jest Martina Hingis. Już jako 22-latka miała na koncie kilka tytułów wielkoszlemowych, by wkrótce potem więcej czasu niż na korcie spędzać w gabinetach lekarskich. Szwajcarce mimo to się udało. Co roku z elitarnych amerykańskich akademii wychodzą jednak zawodnicy, którzy nie rozwinęli się jak planowano. Nie mają ani sukcesu, ani podstawowego na rynku pracy wykształcenia. Zostają bez szans na normalne życie.

 

Głowa jest najważniejsza

Robert Radwański, ojciec, a niegdyś także trener jednej z najlepszych tenisistek świata, w rozmowie z „Dziennikiem” wypowiadał się swego czasu o młodym skoczku narciarskim Klemensie Murańce. Przestrzegał, że mówienie o trzynastolatku jak o przyszłym mistrzu świata to najgorsze, co można zrobić dziecku. - To tak, jakby utalentowanego chłopca z „Poznańskich Słowików” typować na operową gwiazdę wszech czasów. Wszystko świetnie, aż przyjdzie mutacja – porównywał.

Młody organizm i psychika nastolatka to delikatna materia i łatwo – uważa Radwański – strzelić samobójczą bramkę. Niestety zdarza się, że własnymi nadmuchanymi ambicjami robią to również rodzice.

 

Mimo to młodzi często bywają na salonach. W Rio de Janeiro było mnóstwo przypadków medali wśród nastolatków, w tym również osób niewiele starszych od „tamtego” Murańki. Piętnastoletni Chińczyk Ren Qian zdobył np. złoty medal w skokach do wody. W 2000 roku do Sydney Natalia Partyka pojechała jako 11-latka. Zapytany o kwestie mentalne i o to, „co siedzi w głowach takich dzieci”. psycholog sportowy Kamil Wódka stwierdził, że wszystko zależy od tego, jak dziecko rozpoznaje i reaguje na sytuacje stresowe. - Jeśli od małego bombardują nas informacje, że coś wiąże się z obciążeniem i jest traktowane jako coś problemowego, to w konfrontacji z podobną sytuacją rośnie ryzyko, że podświadomie się takiemu myśleniu poddamy. Na szczęście działa to w dwie strony.

 

Kot: Jeszcze nic się nie skończyło

SK
Z tej samej kategorii