Budują się domy dla polskiej lekkoatletyki. „To fundament szkolenia”

Festiwal Rzutow Kamili Skolimowskiej
 źródło: Pressfocus

Najpierw były Orliki. Śladem tego projektu stworzono program „Dolny Śląsk dla królowej sportu”, potem pomysł rozwinęło MSiT. Minęły już czasy, gdy dzieci biegają na czas w błocie i chwastach. Polska lekkoatletyka zbudowała sobie fundamenty.

Obok czterech wielkich stadionów w Warszawie, Poznaniu, Wrocławiu i Gdańsku przy okazji polskiego Euro powstały aż 2604 inne obiekty. Od 2012 roku na tzw. „Orlikach” dzieci stają się na chwilę Robertem Lewandowskim, Leo Messim czy Christiano Ronaldo, marząc, że wkrótce kolejne pokolenie będzie chciało stawać się nimi. Rok po turnieju w Polsce i na Ukrainie podobny program uruchomiono dla lekkoatletyki.

 

Dolny Śląsk chciał mieć mistrzów

14 lutego 2013 roku Sejmik Województwa Dolnośląskiego przyjął uchwałę, która odkręciła „Królowej Sportu” kurek z pieniędzmi. Ustalono, że przez kolejne dwa lata za ok. 15 mln złotych w regionie powstanie aż 50 stadionów i stadioników. „Dolny Śląsk dla Królowej Sportu” – tak nazywał się nowatorski w skali Europy projekt – zakładał dofinansowanie dla samorządów, które w pobliżu placówek edukacyjnych zapragnęły budować infrastrukturę treningową. Przelewając na ten cel od 200 do ponad 300 tys. złotych (całkowity koszt budowy oscylował zwykle w okolicach pół mln zł), urzędnicy oczekiwali obiektu z co najmniej 200–metrową bieżnią okólną z czterema torami i „stumetrówką” dla sprintu, skocznią w dal oraz boiskiem wielofunkcyjnym na płycie głównej. To było minimum.

 

– Zasada korzystania była prosta: obiekty powinny być ogólnodostępne, wielofunkcyjne, a korzystanie z nich nieodpłatne. Dofinansowaliśmy obiekty naprawdę potrzebne, wychodząc z założenia, że nie ma sensu budować czegoś, co będzie stało puste. W wielu przypadkach konsultowaliśmy się z poszczególnymi gminami. Oni tam najlepiej wiedzieli, czy będzie im potrzebna rzutnia do pchnięcia kulą czy coś innego – opowiadał o inicjatywie na łamach wroclaw.sport.pl Marcin Przychodny z Departamentu Sportu Urzędu Marszałkowskiego.

 

Pierwszy obiekt otworzono jeszcze w 2013 roku w Łagiewnikach. Potem jak grzyby wyrastały stadiony w Jeleniej Górze, Wałbrzychu, Legnicy, Wrocławiu czy Żarowie, gdzie pierwsze rekordy bił mistrz świata w młocie Paweł Fajdek. Ci, którzy teraz zapisują się tam do sekcji, nie muszą już robić przerw na szukanie sprzętu po krzakach. Mogą za to „stawać się” Fajdkiem tak jak wcześniej mali piłkarze stawali się na „Orlikach” Lewandowskim.

 

MSiT się spodobało

Prawie równolegle co „Dolny Śląsk dla Królowej Sportu” region uruchomił projekt szkolenia dzieci. W ramach „Lekkoatletyki dla każdego!” tylko w ubiegłym roku zatrudniono ponad 60 instruktorów i trenerów, którzy dostali za zadanie ożywić efekty budowlanego boom. We współpracę zaangażował się PZLA, największe gwiazdy dyscypliny, a w 2015 roku Ministerstwo Sportu i Turystyki. Ówczesny szef resortu Andrzej Biernat stwierdził, że skoro tak dobrze rozwinął się Dolny Śląsk, niech za przykładem pójdzie cała Polska.

 

– Tam, gdzie będzie to możliwe, chcemy uzupełnić istniejące już Orliki 200-metrową bieżnią lekkoatletyczną – zapowiadał Biernat i dodawał, że jeśli nie da się zbudować bieżni, będą to przynajmniej instalacje do skoku w dal lub skoku wzwyż. W tym roku – pod nazwą „Program Rozwoju Infrastruktury Lekkoatletycznej” – inicjatywa ruszyła po raz trzeci.

 

Z pomocą budżetu o wysokości aż 25 mln złotych minister Witold Bańka (zresztą były lekkoatleta) zamierza doprowadzić do sytuacji, w której na terenie każdej gminy będzie przynajmniej jeden obiekt lekkoatletyczny. Co więcej, każdy powiat ma mieć stadion z certyfikatem, by mogły się na nim odbywać oficjalne zawody. To do tych miejsc jako pierwszych powinny trafić pieniądze. Najwięcej zyskają takie z już zasianym ziarnem dyscypliny – posiadające kluby uczestniczące w ogólnopolskim współzawodnictwie sportowym PZLA.

 

Warunków dla zgłaszających się samorządów ustalono sporo. Najważniejsze to przeprowadzenie konsultacji środowiskowych i wybór jednego z trzech wariantów: 200, 333 lub 400 metrów. Certyfikowana „czterystómetrówka” może otrzymać nawet 1,5 mln zł wsparcia, mniejsze stadiony odpowiednio 600 i 400 tys. zł. Tak jak w przypadku projektu z Dolnego Śląska, lokalne władze muszą mieć co najmniej 50 procent wkładu własnego. Ewentualnego wkładu w polskie medale procentami ocenić nie można.

 

Z tej samej kategorii