Żywot młodzieńca ligowego. „Nie ma opcji, by utalentowany nastolatek był gotowy do gry w ekstraklasie"

wczoraj, 7:43

Jak pomóc talentom w seniorskim futbolu? Jaką rolę w szkoleniu odgrywają rezerwy? Jak z wprowadzeniem młodzieży radzą sobie Portugalczycy i Holendrzy?

Szymon Żurkowski
  • „Prześwietlenie" to stały cykl „Przeglądu Sportowego", w którym Łukasz Olkowicz spotyka się z ciekawymi postaciami świata sportu
  • Autor szuka odpowiedzi na pytanie dlaczego Polska piłka juniorska jest w kryzysie, a kluby nie chcą stawiać na młodzież
  • Nie ma możliwości, aby utalentowany nastolatek był od razu gotowy na grę w ekstraklasie – uważa Michał Probierz

Przeczytaj pierwszą część „Prześwietlenia" młodych ligowców >>

O tym, że juniorzy występujący w CLJ mają trudności z przenosinami do seniorskiego futbolu, wiadomo od dawna. – Powiem wprost: nie ma możliwości, aby utalentowany nastolatek był od razu gotowy na grę w ekstraklasie. Dlaczego? Cofnąłbym się do szkolenia w wieku 7-10 lat, czy już wtedy czegoś nie tracimy – głośno myśli Michał Probierz, trener Cracovii.

Co zrobić, żeby wejście juniora do seniorskiej piłki odbyło się w miarę bezboleśnie? Recepty nikt jeszcze nie znalazł, ale można piłkarskim gołowąsom w tym pomóc, przyspieszyć ich futbolową edukację. Niektórzy w ekstraklasie zdecydowali się odmłodzić rezerwy, inni poszli w kierunku wypożyczeń. Są też jednak kluby zbyt zajęte walką o utrzymanie, żeby ktoś tam znalazł czas, by pomyśleć, co z ich młodzieżą.

Szczecińska piramida

Pomostem dla nastolatków wkraczających w nowy etap piłkarskiego życia są rezerwy. Tam mogą otrzaskać się z większymi wymaganiami, szybsza grą i silniejszymi przeciwnikami. Szef akademii Pogoni Dariusz Adamczuk przedstawia szczecińską piramidę. – Skoro polscy juniorzy nie są przygotowani na przeskok do ekstraklasy, to trzeba ich wprowadzać łagodnie. Stąd nasza decyzja o ich grze w III-ligowych rezerwach. Występują tam 18 i 19-latkowie, a ich miejsce w drużynie CLJ zajmują 17-latkowie.

Na podobny pomysł wpadli w Zabrzu i tak ułożyli proporcje w III-ligowych rezerwach. Wśród nastolatków występuje jedynie doświadczony Oleksandr Szeweluchin, 35-latek jest grającym asystentem trenera. – Chcemy, by nasza młodzież miała kontakt z seniorami nie po przejściu do pierwszej drużyny, tylko wcześniej. Oleksandr wypełnia tę rolę w drugim zespole. Uczy ich nie tylko na treningu, ale też w meczu – wyjaśnia Marcin Brosz, trener Górnika.

Zanim Szymon Żurkowski został liderem Górnika, po transferze z Gwarka Zabrze ogrywał się właśnie w III-ligowych rezerwach. Z kolei Tomasz Loska (Raków) czy bracia Wolsztyńcy (Legionovia) zdobywali doświadczenie na wypożyczeniach.

>> Przeczytaj pierwszą część felietonu: Żywot młodzieńca ligowego. Dlaczego w Polsce niechętnie stawia się na młodzież?

Legijna młodzież

Przed obecnym sezonem w Warszawie zastanawiano się, jak pomóc III-ligowym rezerwom w awansie. Ich występy w II lidze od dawna są celem przy Łazienkowskiej, bo dzięki grze wśród bardziej wymagających przeciwników adaptacja absolwentów akademii w seniorskiej piłce mogłaby być przyspieszona. Uznano, że w wygraniu ligi pomoże kilku doświadczonych graczy. Ze Stomilu Olsztyn przyszli 27-letnich Tsubasa Nishi i Tomasz Wełnicki, z Pelikana Łowicz dwa lata młodszy Mateusz Majewski, a z Wisły Puławy wrócił dobrze znający warszawski klimat Łukasz Turzyniecki.

Zadanie przed nimi postawione było jasne – awans. Pomysł jednak nie wypalił. Po jesieni Legia II traciła 10 punktów do lidera z Aleksandrowa Łódzkiego i sezon potraktowano jako stracony w kontekście realizacji celu. A skoro szanse na awans stały się iluzoryczne, zdecydowano się odmłodzić zespół, a drugą rundą potraktować jako przetarcie przed następnym sezonem. Nishi, Wełnicki i Majewski odeszli po pół roku. W ostatnim meczu rundy jesiennej średnia wieku zespołu Legii II wyniosła 22,5 lat, cztery miesiące później w pierwszym spotkaniu po zimowej przerwie – 19,2. W sobotę legijna młodzież zagrała na wyjeździe z Widzewem przy prawie 18 tysiącach kibiców z oprawą, jak w ekstraklasie. Na mecz przy wypełnionym i kipiącym stadionie w podstawowym składzie Legii wyszedł jeden 16-latek, dwóch 17-latków i pięciu 18-latków (średnia wieku 18,5). Nieocenione doświadczenie, którego nie zastąpi choćby i finał CLJ.

Wstydliwe porażki

Drużyny rezerw nie ma sześć klubów ekstraklasy – Wisła Kraków, Bruk-Bet, Korona, Cracovia, Jagiellonia i Lechia. W Gdańsku decyzja o wycofaniu drugiej drużyny wydawała się niezrozumiała z uwagi na rozbudowaną kadrę. - Bezpośrednim zapleczem zostanie drużyna występująca w CLJ. Chcemy dać szansę najbardziej uzdolnionym młodym zawodnikom, którzy w większej liczbie będą trenowali z pierwszym zespołem – zapowiadał w 2016 roku Piotr Nowak.

Na słowach się skończyło, bo za kadencji tego trenera w pierwszym zespole Lechii zadebiutował tylko jeden wychowanek (6 minut Karola Fili w spotkaniu z Cracovią), a dziś jej kadra jest jedną z najstarszych w ekstraklasie. Brak rezerw spowodował, że niektórzy zawodnicy mieli prawo zapomnieć, jak się gra w piłkę. Gdyby w Lechii były, to Sebastian Mila mógłby też spełniać w nich podobną rolę, jak Szeweluchin w Górniku. Grał w reprezentacji, pojechał na mistrzostwa świata, podpisał kontrakt za granicą – dobry przewodnik dla wchodzącej w dorosłe życie młodzieży. Ale Lechia z doświadczenia Mili nie korzysta. W ekstraklasie w tym sezonie zagrał dwie minuty. Pół żartem, pół serio można powiedzieć, że w Gdańsku powinni być wdzięczni szefom WOŚP, którzy we wrześniu zaprosili Milę do swojej reprezentacji na charytatywne spotkanie z TVN-em. Przynajmniej mógł sobie przypomnieć, co znaczy przedmeczowa adrenalina.

Również na przykładzie Adama Chrzanowskiego widać, jak Lechii przydałaby się druga drużyna. 19-letni obrońca wiosną wystąpił w sześciu meczach ekstraklasy. Owszem, przydarzyły mu się błędy, być może na razie poprzeczka okazała się zawieszona zbyt wysoko. Do jej pokonania mógłby przygotowywać się w seniorskim otoczeniu, ale skoro go nie ma, to Chrzanowski rozgrywa mecze w CLJ. Błyszczy wśród rówieśników, ale czy o to chodzi w jego rozwoju?

Od obecnego sezonu rezerw nie ma również Jagiellonia. Gwoździem do trumny tej drużyny – jak mówi Agnieszka Syczewska, dyrektor zarządzający klubu – okazał się spadek z III ligi. W Białymstoku uznano, że nie ma sensu trzymać zaplecza w IV lidze i zdecydowano się rozwiązać drugi zespół, a piłkarzy aspirujących do zespołu Ireneusza Mamrota wypożyczyć. Dziś trzynastu jagiellończyków zyskuje doświadczenie od pierwszej do trzeciej ligi. – Taka zmiana może podziałać na dobre, bo znaleźli się poza swoim klubem, gdzie jeszcze mocniej muszą walczyć o swoje – argumentuje Syczewska. I dodaje, że w klubie już wcześniej zwrócono uwagę na zaangażowanie niektórych zawodników po przesunięciu ich do rezerw. Potwierdzają to wstydliwe porażki 0:3 z Huraganem Morąg i 0:6 z Drwęcą Nowe Miasto Lubawskie, gdy skład w większości tworzyli piłkarze pierwszego zespołu (m.in. Jacek Góralski, Damian Szymański czy Dmytro Chomczenowski).

Zmiany w CLJ

W zeszłym sezonie rezerwy Cracovii do ostatniej kolejki biły się o awans do III ligi, ale nieskutecznie. Na konferencji przedstawiającej Probierza jako trenera krakowskiego klubu, szkoleniowiec zapowiedział ich likwidację. – Zmieniliśmy strukturę w klubie. Na treningi w pierwszym zespole zaczęło przychodzić więcej juniorów. Ćwiczą intensywniej po to, żeby przygotować ich na wejście do dorosłego futbolu – wyjaśnia opiekun Pasów.

Wyróżniający się juniorzy trenują z jego zespołem, a grają z rówieśnikami, bo Cracovii zależy na utrzymaniu w CLJ. Reforma tych rozgrywek zakłada w przyszłym sezonie brak podziału na dwie grupy (wschodnią i zachodnią), tylko jeden organizm. Dlatego teraz w obu grupach utrzyma się jedynie po sześć zespołów. Cracovia chce być w tym towarzystwie i mocno stawia na juniorskie rozgrywki. W zwycięskim meczu (4:0) z Jagiellonią trzy gole strzelił Sebastian Strózik, mający już za sobą debiut w ekstraklasie.

Brak rezerw to nie tylko pomysł stosowany w Polsce, bo od tego sezonu również niemieckie RB Lipsk zrezygnowało z posiadania zaplecza. Z tym że tam sytuacja jest o tyle ułatwiona, że ich trenerzy mogą obserwować piłkarzy pretendujących do gry w Bundeslidze w połączonym właścicielskimi umowami klubem z Austrii – Red Bullem Salzburg.

Tomasz Pasieczny, skaut Arsenalu, zjeździł Europę wzdłuż i wszerz w poszukiwaniu piłkarskich talentów. Doskonale orientuje się, jak w zagranicznych klubach dba się o młodzież, również w Lipsku. – W RB pozostawiono zespół do lat 19 i tam trzymają rokujących zawodników. Gdy dobijają do 19. roku życia, a nie mają szans na grę w pierwszym zespole, to im dziękują. Rezygnują tak z 99 procent młodzieżowego zespołu. Przekonał się o tym Kamil Wojtkowski. Gdy osiągnął graniczny wiek i nie miał szans na debiut w Bundeslidze, musiał sobie szukać nowego klubu – wyjaśnia Pasieczny.

Drabinki do malowania

Z kolei w Holandii w pomoc młodzieży zaangażowała się federacja. Przed sezonem 2013/14 zdecydowała o eksperymencie – mającym na początku potrwać dwa lata – i do rozgrywek II ligi (Jupiler League) dołączyła trzy młodzieżowe zespoły – Ajax, PSV i Twente. Po dwóch sezonach klub z Enschede z powodów finansowych wycofał drugi zespół, a jego zajął zwycięzca ligi rezerw – FC Utrecht. Pozostałe zespoły z tych rozgrywek włączono do lig amatorskich. W 2017 roku w ten sposób po wygraniu III ligi (najwyższej amatorskiej) do Jupiler League awansował drugi zespół AZ Alkmaar.

– Związek klubów pierwszoligowych (CED) zgodził się na maksymalnie cztery zespoły Jong (U-21) w swoich rozgrywkach. Feyenoord, Heerenveen czy PEC Zwolle mocno jednak lobbują, by również ich drużyny mogły tam występować. W Holandii trwa dyskusja nad reorganizacją rozgrywek zawodowych i być może więcej zespołów Jong zagra za zapleczu Eredivisie – tłumaczy Mariusz Moński, od lat interesujący się piłką w Holandii.

Od obecnego sezonu zaostrzono przepisy dla zespołów Jong:

– może w nich zagrać maksymalnie dwóch graczy z pierwszego zespołu.

– zawodnicy powyżej 23 lat, gdy wystąpią 10 razy w podstawowym składzie lub w tej samej kolejce minimum 45 minut w meczu pierwszego zespołu, nie mogą już grać dla drużyny Jong.

– zawodnicy poniżej 23 lat po rozegraniu 15 meczów w pierwszym zespole nie mogą już występować w zespole Jong.

Moński opowiada, że w Holandii różnie odbierano pomysł federacji. – Jedni go chwalą, bo młodzi gracze mogą się rozwijać i szybciej dostają szansę w zawodowym futbolu. Były jednak minusy, bo rezerwy w jednej kolejce wystawiały bardzo silny skład ze wszystkimi najzdolniejszymi juniorami, a tydzień później, gdy ci byli potrzebni w pierwszym zespole, wychodziła dużo słabsza jedenastka. Odzywały się głosy, że to niesprawiedliwe. Dotąd też w Jong grało więcej starszych graczy i były to praktycznie rezerwy. Teraz to ograniczono i głosów sprzeciwiających się temu pomysłowi jest dużo mniej.

Jan de Zeeuw, Holender mieszkający w Polsce i dyrektor naszej reprezentacji za kadencji Leo Beenhakkera, zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt. – Dzięki wysokiemu poziomowi szkolenia w Holandii juniorzy są pewniejsi siebie i lepiej przygotowani do wejścia w nowy świat. Tam do 14. roku życia zawodnik ma się rozwijać indywidualnie, każde ćwiczenie wykonywać z piłką, bo trenerzy wiedzą, że w tym wieku najważniejsza jest technika, technika i jeszcze raz technika. Ostatnio widziałem trening dzieci w Polsce, jak skakały między drabinkami. Zapytano mnie, czy w Holandii też są drabinki. Odpowiedziałem, że tak: do malowania ścian – porównuje de Zeeuw.

Portugalskie wnioski

W analizie Deloitte dotyczącej funkcjonowania pierwszej edycji programu Pro Junior System zwraca uwagę wysoki wskaźnik wystawianych młodzieżowców w drugiej klasie rozgrywkowej, zarówno w Holandii (28,4%), jak i Portugalii (25 %) w poprzednim sezonie. Dla przykładu Polska to 16,9%. Najlepsi w zestawieniu Chorwaci aż 41,6%.

W Portugalii rezerwy najsilniejszych zespołów występują w drugiej lidze (Segunda Liga). – Zauważono, jak dużym problemem dla juniorów jest przejście do seniorów. Różnica jest ogromna pod każdym kątem: technicznym, taktycznym, fizycznym. Nasze kluby doszły do wniosku, że trzeba im w tym pomóc i są już tego efekty. Do pierwszych zespołów trafiają nastolatkowie otrzaskani z większymi wymaganiami – zauważa Goncalo Feio, portugalski trener do niedawna pracujący w Wiśle Kraków.

Latem ubiegłego roku władze Ekstraklasy SA na prośbę PZPN zbierały opinie na temat Pro Junior System oraz koncepcje na poprawę szkolenia w Polsce. Kluby zaproponowały, by zastanowić się nad rozwiązaniem wprowadzonym w Holandii i Portugalii. Do dziś nikt z Ekstraklasy, ani PZPN nie odniósł się do tego pomysłu.

To również Cię zainteresuje